o2.pl - Portal internetowy

E-mail 20GB
Pudelek.pl - plotki, zdjęcia, sensacje
Pudelek
Wrzuta.pl - video, muzyka, mp3
Wideo+mp3

Strona użytkownika » Emocje...

Księga gości | Dodaj do faworytów | Powiadom znajomego
Ostatnie logowanie: 2014-10-30 07:54:18

  Kilka słów o mnie

- Radku... ty nigdy nie mrugasz..
- Ależ mrugam... zawsze w tym samym momencie co ty.
-------------------------------- --------------------------

-(.. .)... Jak ty do mnie mówisz?! - z wyrazem niechęci na twarzy wyrzuciła pytanie Marta...
- Tak jak ty do mnie myślisz - odpowiedział spokojnie Radek (...)-

-... możesz być bardzo fajnym i dobrym człowiekiem. Możesz w życiu dużo osiągnąć i wszyscy będą Ciebie tylko szanować. Możesz być lubiany i zapraszany przez znajomych i setki przyjaciół. Możesz być kochany przez kobiety i podziwiany przez mężczyzn...
... ale i tak to ilu ludzi przyjdzie na Twój pogrzeb będzie zależeć od pogody-

Dosyć tego mazgajstwa:-)
Chyba tu jeszcze trochę pobędę...
:-)...

Jedna uwaga!
Nie mam pojęcia dlaczego, ale nie mogę w tekście wstawić cudzysłowu.
Pojawia się szereg dziwnych zbitek literowych.
Stąd prośba.
Czasami cytuję Wielkich tego Świata. Cytaty te oznaczam myślnikiem. Nie chciałbym zostać posądzony o przypisywanie sobie cudzych słów.
---------------------------- ---------------------------------------- -------------


Nakupimy sobie kawy...z dziesięć gatunków...:-)... i będziemy się bawić..

...oto ja i moje szaropowstawanie...
i... ponowne szarocichoistnienie...
Zapraszam...

1. Nie czytaj, bo nie warto.
2. Jeśli olejesz punkt 1 i przeczytasz, to zrób to ze dwa razy, gdyż... albo nie zrozumiesz, a przesadnie o to, byś zrozumiała, się nie starałem, albo uznasz mnie za zaburzonego emocjonalnie... I będziesz niestety miała rację... Co tym bardziej będzie rzutowało na niezrozumienie poniższego.
3. Ok. Przeczytasz. Nie oszukujmy się. Moje pisanie wyda Ci się miłe. Będziesz pisać do mnie coraz więcej listów, będziesz sobie mnie wyobrażała, będziesz uśmiechała się na myśl o mnie... I po dniach kilku poprosisz mnie o zdjęcie. A może ja to wpierw poproszę o Twoje. Nie wiem. Ale wyślę Ci moje zdjęcie. I wtedy zobaczysz przeciętniaka z nadwagą. Jedyne, co mnie wyróżni, to spokojne, inteligentne oczy... Ale one nie będą miały dla Ciebie zbyt dużego znaczenia... Tak jak i moje pisanie, które przestanie być takie fajne... Odetchniesz z ulgą, gdy budząc się następnego ranka, nie zobaczysz maila ode mnie... Inny, chyba częściej spotykany scenariusz to ten, w którym Twoja mną fascynacja, minie po kilku miesiącach. A najszybciej wtedy, gdy i ja okażę swoje Tobą zainteresowanie... (archiwum 04.2010)



Znowu to samo... Bardzo uprzejmie, leżąc krzyżem przed Tobą, proszę o czytanie (przynajmniej podjęcie próby!) ze zrozumieniem. Użyte przeze mnie wulgaryzmy są jedynie (a może aż?) środkiem wyrazu. Nie istnieją tu same dla siebie czy też jako dowód prostactwa będącego (możliwe) jedną z cech mojego charakteru.
Brak zrozumienia powyższego powoduje, iż silenie się na wymiany komunikatów, nie ma sensu.

I coś dla Katoliczek czyniących z mojego ateizmu (bardziej jestem agnostykiem niż ateistą ale nie było takiej opcji do zaznaczenia) świętokradztwo:

Przypominam nieśmiało wszystkim Katoliczkom, że istnienie duszy u kobiet Kościół Katolicki uznał JUŻ w XVI wieku! Chyba na Soborze Trydenckim...
I kilka cytatów:
-Kobiety są błędem natury, są rodzajem kalekiego, chybionego, nieudanego mężczyzny- - Święty Tomasz z Akwinu. On się jeszcze rozwinął: -Wartość kobiety polega na jej zdolnościach rozrodczych i możliwości wykorzystania do prac domowych-...
Ktoś inny: -Kobiety przeznaczone są głównie do zaspokajania żądzy mężczyzn. Całą płeć żeńska jest słaba i lekkomyślna. Uświęcona zostaje jedynie przez macierzyństwo- - Święty Chryzostom.
I Święty Augustyn: -kobieta jest istotą poślednią, która nie została stworzona na obraz i podobieństwo Boga. To naturalny porządek rzeczy, że kobieta ma służyć mężczyźnie-...
Mogę tak bez końca:-)))...
Nie będę cytował pierwszych stron Księgi Genesis Starego Testamentu:-))).

Panie Katoliczki! Pokory więcej!


Od razu jednak muszę zaznaczyć, że szukam kogoś na stałe. Może kogoś, kto był do tej pory sam.... Sam nie wiem. Czas na gli..:-)... i na mnie...

Istnieje również możliwość, że nie szukam nikogo... bo może nikogo już nie ma... Ponad wszelką wątpliwość chcę jednak rozmawiać... Naucz mnie czegoś...

Ja...
W jakiejś części Harry Haller, trochę Jean Baptiste Clemence, trochę młody Meursault. To znaczy, że wszedłem, a wejście kosztowało mnie rozum. Mimo wszystko było warto.

Częścią wiedzy o tym kim się jest, jest wiedza o tym kim się nie jest... Nie jestem złem. Nie zapominam. Człowiek się rodzi, potem kocha... Potem, kurwa, idzie do pracy i trochę kochać zapomina. Nie zapomnę.

4. Nawet nie patrz na mój profil, jeśli w swoim masz napisane:
- jestem jaka jestem,
- Pan Bóg mnie stworzył, a Szatan opętał.. Jestem odtąd na wieki i grzeszna i święta,
- grzeczne dziewczynki idą do nieba a niegrzeczne tam gdzie chcą.
WYSILCIE SIĘ NA COŚ SWOJEGO!!!

5. Niektóre z Was, po przeczytaniu treści profilu uznają, że im ubliżam... Jeśli tak się stanie, to nie ma sensu, abyście przysyłały mi obelżywe treści... Pomyślcie - jeśli Was nie lubię, to i tak mam w dupie to, co do mnie piszecie...
Przed mądrością pozostałych chylę czoła...

6. Jeżeli mimo wszystko postanowisz do mnie napisać, to wiedz, że rozmowa ze mną, nie jest milusim spacerkiem po parku. Okaż się mądrością, wiedzą, cierpliwością, intuicją, przenikliwością, ciepłem, kobiecością. I wiedz, że nie lubię tracić czasu. Zamiast - uważam, że Twoje zdanie na ten temat jest nie do końca logiczne - powiem -pierdolisz -..:-)...


Nie palę, nie piję, nie ćpam (a może ja jestem nudny ?!)...
Garnitur założę wyłącznie na Twoją prośbę...

Hmmm.. ale... lepiej być napierdolonym niż nieszczęśliwym...

Ważne :
Zanim napiszesz wiedz, że :
- nie mam kasy,
- nie mam dobrego samochodu... Ba! ja w ogóle nie mam samochodu,
- nie mam pięknego domu.. mieszkania pięknego też nie mam... ot mieszkanie..
- nie mam wielkiego fiuta...mój jest tylko większy niż przeciętna..ok...jest duży...
- nie umiem zarabiać pieniędzy...
Jeśli zatem coś z powyższej listy ma dla Ciebie istotne znaczenie to... no to sama wiesz co...

-Co cię nie zabije to cię wzmocni- Co za, kurwa, debil to wymyślił?! Mnie dotyczy -Co mnie nie zabije to rozpierdoli moją psychikę...-

28.04.2010 - kiedyś to napisałem... SĄ TAKIE W DNI, W KTÓRYCH ZUPEŁNIE PĘKASZ I W PAROKSYZMIE PŁACZU ZATAPIASZ SIĘ W OGARNIAJĄCYM CIĘ PRZERAŻENIU... to było tego dnia...

Update 24.11.2010... no i niby co się zmieniło?...

Ktoś powiedział, że przy mnie można być bezkarnie głupim. Można. Niestety można też być bezkarnie beznadziejnym, złym i wrednym... Nawet można być zwykłą suką ! Nie wiem jak to zmienić... Tym bardziej, że ten kto to powiedział jest... hmm.. to głupiec.

Hmmm.. w moim życiu najczęstsze były dwie sytuacje... albo coś spieprzyłem, albo ktoś kazał mi spieprzać... Zaczynam się wkurwia!

WAŻNE!!!

Na nagrobku nie chcę mieć żadnych idiotyzmów... Ja chcę napis - ... urodził się i czasami żył... ale starał się... kurwa, jak on się starał... (Chwalmy Kurta V.)

Przeginasz... I uważaj na czas. - On tylko z pozoru jest przyjacielski i łatwo dostępny. Gdy na niego nie patrzysz obgaduje Cię za Twoimi plecami i szydzi z Ciebie... Kradnie Cię po kawałku i najmniejszym z tych kawałków mówi o Tobie źle -... Uważaj na czas... Bo zaczynasz go tracić.... Właśnie się skończył.

Update 27.11.2010... postanowiłem dać się oswoić... Ale tylko tak jak lis Małemu Księciu... (Antoine de Saint Exupéry)

29.11.. Jaką by tu dzisiaj włożyć twarz?...

Fakt, że boję się śmierci i w nienawiści do niej się zatapiam, nie oznacza, że oceniam ją negatywnie. Niemożliwym jest, aby w ogóle, do eschatologicznych pojęć, odnosić się źle... Nie oznacza to jednak, że ze śmiercią się zaprzyjaźnię. Nie czas na to... Poza tym... -śmierć to minimum wszystkiego- ... Przecież podczas tych godzin, gdy jesteś blisko drugiej osoby, z dwojga stajecie się jednym. Znowu minimum... Bo właśnie miłość jest śmiercią. Śmiercią odrębności, dystansu... nawet czasu. Gdy trzymam dziewczynę za rękę (no dziewczynę) najcudniejsze jest to, że prawie natychmiast zapominam, która dłoń jest czyja... Ale nie zapominam czym jest śmierć. Jest końcem tej właśnie emocji... I pomimo, że w śmierci nie ma nic niezdrowego, to powoduje Koniec. A ja pragnę trwania...

Jeszcze jedno - jeżeli okaże się, że nie chciało Ci się przeczytać mojego pisania to spadaj... mnie nie będzie się chciało z Tobą gadać... :-)

Byłem na spacerze... hmmm... więc to tak wygląda spacer...

30.11.2010...
Zac zynam doceniać poczucie humoru Boga.. Musiał być naćpany, gdy tworzył wielu z nas...
I jeszcze jedno - nie podniecaj się za bardzo, gdy powiem, że Twoje zdanie i pomysły są dla mnie najważniejsze. Bo pewnie będą... Ale to nie znaczy, że będę je brał pod uwagę...:-))))...

Zjadłem dzisiaj całą kapustę... w środku był jakiś głąb. Pogadaliśmy jak równy z równym....:-)

Update 01.12.2010 r.
Jakieś małe postanowienia przed zbliżającym się NR..
1. Żadnego alkoholu... może w Paryżu kieliszek courvoisier...
2. Żadnych papierosów - żadnych wyjątków.
3. Londyn?... Tu muszę zobaczyć parę rzeczy - notting hill, tower bridge, Big Ben, oczywiście Chelsea... a może Liverpool ?...
4. Już nigdy więcej nie poznać nikogo Złego...
5. Płakać tylko ze wzruszenia i ze śmiechu :-))))...
6. Cieszyć się świętami...
7. Zrobić sobie tatuaż na prawym ramieniu... myślałem o teatralnej masce.

Update 03.12.2010... no i chuj... jestem rozwiedziony... yes!, yes!!!, yes!!!!!! Na pohybel złu!

Update...noc...
Oszzz Ty moja...
Wkurwiony z lekkam jest, gdyż... no właśnie. Nie mam niebieskiego pojęcia o jakie -gdyż- mi chodzi.
Bo...gdyż... wrażenie mam czasami, że warto, że to ma sens, że po Tobie poznanie kogokolwiek jest bez sensu (ale bez jakiego kurwa sensu ???) bo już zawsze będę ktokolwieka porównywał do Ciebie. Już tak często miałem ochotę napisać Ci -spieprzaj-, że nawet nie wiem, czy to prawda. Bo (gdyż) musiałem jednak bardzo nie chcieć tak powiedzieć..
Skoro trwam. Ale ! Ale, kurwa, mam teraz łeb w bagnie i zasysa kurewstwo dość mocno. Pewnie jeszcze trochę próbował będę, bo ja to ja. Przecież dobrowolna rezygnacja z Ciebie to jakiś obłęd w ciapki, albo głupota niewinna. Ale!... Ja chyba siły nie mam. A może sił nigdy nie miałem bo (gdyż) naprawdę coraz bardziej jawisz się jako jedna z niemożliwych figur... Męczyć to zaczyna. Szukam czasami znaków i czasami znalazłszy, cieszę się przez chwile nieco, ale Ty i tak za chwilę radości te małe mi odbierasz. Figurą niemożliwą będąc. Znasz mnie. Może lepiej, niż ja sam siebie, znasz mnie. Wiedzę tę niewłaściwie wykorzystujesz, ale co tam. Ty to Ty. Czasami, jak Alicja, tupnąć trzy razy i zniknąć chciałbym, ale Ty te cholerne zdjęcia swoje przysłałaś w ramkę zaszyte. No i już czasami, gdy pierdolnąć w ścianę pięścią zamierzam, otwiera się któreś nieproszone i oczy nań idiotyczne, gapią się smutkiem smutku przetarte, pięść w połowie drogi zastyga, w spazmie uśmiechu usta rozchylają się lekko i...
No może i chciałbym, aby tzw rzeczywistość była drugorzędna, ale... ja zawsze tak chciałem a wychodziło jak wychodziło... a było jak było.

A potem, jak gwałcona kurwa, patrzę na siebie z boku i.... no i ja nie mam żadnego kurwa i !
W żadnej chwili nie wiem przecież, że i czy doczekam następnej !
Kurwa ! Ja tylko chciałem...
Gówno z tego będzie bo ja nie umiem manipulować.
Gówno z tego będzie bo pewnie są setki bo...
Powiedz mi dziewczę drogie jak mam to skończyć...
Jak, by nie mieć poczucia krzywdy i choć trochę mniej niż u Wergiliusza czegoś tam odczuwać...
Jak, by poczucia winy pieprzonego sobie oszczędzić?...
Ale pierdolę...
Chyba Cisowianka sfermentowała
Śpisz słodko, do poduszki przymuśnięta...
Czasami tak bardzo pragnę byś telefon przestała odbierać... albo byś mi spieprzać kazała.
W Tam moment taki miałem, że mijać powoli zaczęło. Jeden
pierdolony moment!
Odejdź jakoś...

Dziękuję, że byłaś.

08.12.2010...
Skor o Dzień Dziecka jest 1-go czerwca to kiedy jest dzień pedofila?... Nie wiem - nie znam się na świętach kościelnych... :-)

Godziny oczekiwania są czasami nieco męczące... czasami nie nieco, ale do tego stopnia, że mam ochotę rozpędzić się z pochyloną głową w nadziei, że mur sam mnie znajdzie. To głupie, że z taką atencją podchodzę do zupełnie nieistotnych i nie mających żadnej przyszłości elementów mojego życia. Bo niby kogo to kurwa obejdzie, że jestem...że byłem... czy że w ogóle gdzieś tam zaistniałem. I tak okaże się, że moje zabycie nie miało żadnego znaczenia i tylko ja w swojej zarzyganej wyobraźni dzikiego zwierza ze stepu myślałem, że jest inaczej. Głupi ja. I kiedyś nawet nie będzie się za czym obejrzeć...hmmm...kiedyś... A teraz jest? No i ten ontologiczny bełkot zaczyna być z lekka wkurwiający...

Tak bardzo wstydzę się słów... (archiwum luty 2010)

10.12.2010... Dzisiaj jest miły i fajny dzień. Mój wnuk skończył pierwszy rok życia. Rok temu, sporo po czwartej nad ranem, nie mogąc zasnąć, leżałem czekając na telefon. To był wspaniały telefon od mojej córki... Radość.

Wczoraj wieczorem zdałem sobie sprawę z tego, że już mi nie zależy. Że jak najbardziej potrafię być sam...I nawet uśmiecham się do tej myśli. Tam, skąd tutaj doszedłem, mówiono... mam na to centralnie wyjebane.... No mam

Henri de Toulouse Lautrec ... on Was malował...

Ok! Ok!! Ok!!!!!!!!!
Jak sobie chcesz !
1. Wcale nie jestem taki fajny.
2. Przeciętniak ze mnie z grafomańskim zacięciem.
3. Bywam apodyktyczny.
4. Bywam zły.
5. Bywam wszystkowdupiemający.
6. Bywa, że ranię i krzywdzę tych których kocham.
7. Bywa, że nikogo nie zauważam.
8. Bywa, że widzę tylko siebie.
9. Nie potrafię okazywać uczuć gdy jestem trzeźwy...a zawsze jestem.
10. Bywam draniem.
11. Bywa, że podczas seksu w ogóle nie obchodzi mnie ona.
12. Bywa, że zawodzę innych.
13. Bywam zazdrosny i zaborczy.
14. Wciąż przeklinam.
15. I wciąż, kurwa mać, jestem smutny !
16. Nie zawsze odbieram telefon.
17. Nie zawsze oddzwaniam.
18. Na maile potrafię nie odpisywać całymi dniami.

10.12.2010...
Piepr ze to. I tak byłoby to niemożliwe... Szkoda, że w takiej atmosferze... najgorsze co zawsze mnie spotykało to mylić się co do ludzi, których kochałem. Chuj z tym. Zasługuję na coś fajnego...

11.12.2010...
Ja sna cholera! To wszystko gówno prawda! Jaka kurwa miłość?... Naczytałyście się Harlekinów i innych głupot i teraz wierzycie w te bzdury! Beczycie na komediach romantycznych i marzycie o świecie, który nie istnieje. Prawda jest taka, że jesteście dziwkami a my mamy w dupie co sądzicie o efekcie cieplarnianym i dylematach egzystencjalnych u Sartre- Interesują nas tylko wasze cycki i tyłek! Tak jak was grubość naszych fiutów i portfeli! Niczym się nie różnimy!
Jesteśmy tak samo nikim...
A jak chcesz mieć ze mną dobry kontakt to zrób mi laskę.
Cześć.

W błogości poszarpanej egzystencji ducha mojego zatrzymaj się... postój... I gdy w cieple swojej psyche postrzeżesz żeś u siebie jest...uśmiechnij się...zaśmiej się..weź oddech szarpiący nieco Twoje wnętrze, patrzenie Twoje... I ufna zostań.

hmmmm... No tak...Jest jeszcze muzyka. Czasami odnoszę wrażenie, że jakakolwiek ocena, którą pozwoliłem sobie wyrazić, jest w prostej linii wypadkową mojej głupoty, naiwności i ślepoty. Co ja sobie właściwie kurwa myślałem... Naturalnie użycie w tym miejscu czasownika -myślałem - jest dalece umowne. Nigdy niczego się nie nauczyłem... nie miej jednak Wielki pretensji... próbowałem... (archiwum)

Update 15.12.2010...
Whats Up Doc? ... powrót niezwykłych emocji...

Update 29.12.2010
To jeden z ostatnich wpisów. Powoli muszę zacząć dziękować za ciekawie spędzony czas. Poznałem tutaj kilka naprawdę interesujących osób. I chociaż próbowałem sięgnąć gwiazd to dupa przy upadku nie boli aż tak bardzo. To, co udało mi się zdobyć nie jest garścią błota. Dziękuję, że dałaś mi przyjemność poznania siebie...

Już nie szukam. Jeszcze jakiś czas tu będę ale to bardziej dla oszukania czasu. Już nie szukam. Będę naturalnie odpisywał i rozmawiał. Ale już nie szukam. Czasami może nawet krzyknę... Więc jeśli chcesz rozmawiać to pisz. Jeśli szukasz męża, kochanka, przyjaciela, partnera... to omiń mnie.

07.01.2011.. Słucham kurwa Dżemu... Jest zajebiście źle!!!!!!! Z Ryśkiem bym się napił... a potem byśmy grali bluesa do zasranego rana...

10.01.2011..
dzisia j Buena Vista Social Club..
El Yayabo, El planatal de Bartolo, Suena de bongo, Goza negra... dziesiątki innych... cudo...

Target
Leżysz od kilku godzin w błocie więc nie wiesz, czy naprawdę jest zimno, czy jaja ci do ziemi tylko ze strachu przymarzają. Leżysz, myślisz o żonie...kobiecie swojej...no wiesz... o tym, że gdy ty jesteś na zadaniu to ona.. No właśnie.. czy ona wtedy się puszcza?.. Leżysz i słyszysz ciche komendy bocznego... - odległość laser 850 metrów, wiatr południe zachód, temperatura 3 Celcjusz-. Mały już namierzył... Patrzę... Jest... Przechodzi powoli wzdłuż stalowego ogrodzenia farmy...Wysoki, przystojny, pewny siebie. Nienagannie wyprasowany mundur. Zmieniam nastawy celownika. Jestem spokojny. -Rozkaz?- ... Boczny lekko kręci głową... Nie ma. Ale ja już jestem w jego głowie. Moje kilkanaście gram 7.62 jest już w jego głowie... -TWÓJ-... krzyczy cicho do słuchawki boczny..- wiatr bez zmian-...Dzięki Boże.. już tak mi się chce lać. Jeszcze moment i zleję się w portki. Jezu. I tak się zleję. Po zdjęciu gościa i tak muszę pozostać na zakrytym. Inaczej mnie zdejmą... Jest... Patrzę mu prosto w oczy...setki metrów. On nawet nie czuje, co go zaraz spotka. A spotka go... powoli, delikatnie...widząc jego skroń w lewym rogu celownika, naciskam spust SWD...Wiem, że trafię. Nie myślę, czy ma dzieci i żonę. To target... Nie patrzę, czy trafiłem. Boczny mówi...-target death-... To mi się przyśni kiedyś...

31.01.2011.
Hmmm .
Smutek

Siedziałem tak bardzo zalękniony na kanapie. Wiesz… na tej skórzanej, której koloru nigdy nie będę potrafił nazwać… śliwka pomieszana z brązem i fioletem. Albo inaczej równie bezsensownie. Trzęsłem się jak galareta i tak bardzo chciałem, abyś tego nie dostrzegała zbyt wyraźnie. Bo wiedzieć to ty wiedziałaś. Chciałem już wtedy się rozebrać, gdy przyszłaś razem z bratem. Popatrzyłem na Ciebie z nadzieją, ale w Twoich oczach dostrzegłem tylko smutek. I nie była to troska o mnie. Swoimi oczyma krzyczałaś – Boże w co ja się wpieprzyłam?! Nigdy nie doceniałaś mojej empatii. A przecież od razu dostrzegłem Twoje myśli. Radek też wiedział. Powiedziałaś mu o swoich myślach. Widziałem, że on to wie… Patrząc bardziej na niego niż na Ciebie wiedziałem, że to już niedługo. Już w tym momencie zacząłem myśleć jak by tu natychmiast wrócić do Poznania… Natychmiast bo nie zniosę ani minuty dłużej w tym… w Twoim domu… Radek wyszedł… - Nie dam rady – rzuciłaś z tą swoją wiecznie smutną miną… - Wiem – odpowiedziałem szeptem – wiedziałem od początku. Tylko wiesz co?... Ja byłbym przy tobie w każdej chwili, żeby nie wiem co złego się działo, ja byłbym przy Tobie. Nie rozwiązał bym twoich wszystkich problemów, ale byłbym przy tobie gdybyś sobie z nimi radziła. Zawsze bym cię przytulił. Zawsze pocieszył i bym był. Zwyczajnie. W zasięgu ręki. Do wzięcia. Już. W tej chwili. Jak książkę z półki… - Ja tak nie potrafię – odparłaś. Dotknąłem Twojej dłoni. Nie cofnęłaś jej. Ale to już niczego nie mogło zmienić. Tej dłoni już tam nie było…

Update 14.02.2011
Hmmm…
Jestem tutaj trzeci miesiąc… Widzę… Czuję się jakbym był w ukrytej kamerze. Ktoś to wszystko wymyślił i drwi sobie teraz ze mnie z cicha mnie obserwując. Przecież miało być zupełnie inaczej. Śmialiśmy się wtedy z tzw. Dorosłych. Zwłaszcza z tej starej baby, która wyrzuciła nas z BUŁy za zbyt głośnie komentowanie Rilkego. Mogłaś się wtedy tak głośno nie śmiać z moich kiepskich dowcipów. To było wtedy Aśku kiedy wypieprzyli mnie z Wydziału. Pamiętasz.. przecież było wesoło. Jeszcze jakiś czas mieszkałem u ciebie w pokoju w akademiku przy Lumumby. Tego samego wieczoru coś paliliśmy. Było cudnie i kolorowo. Ty myślałaś, że urosły ci piersi a ja że wódka wylewa mi się spod żeber … Obiecałaś mi, że nigdy nie będziesz taką starą babą jak ta z biblioteki… Nikt mi do dzisiaj nie wierzy, że przez tych kilka tygodni, nawet się nie bzyknęliśmy. Byłaś taka mądra… dobra.. ciepła… pełna wiary i nadziei… Wczoraj wydawało mi się, że zobaczyłem ciebie gdzieś tutaj. Wyglądałaś smutno..beznadziejnie. Ważyłaś chyba z osiemdziesiąt kilo i miałaś zmarszczki. W rubryce „dzieci” wpisane „tak”. Co się stało z Tobą Aśku?... A Ty Jolu?... Musisz pamiętać jak z Kowalem i z Bielskim jeździliśmy tramwajem i śpiewaliśmy kolędy… Ja i Kowal gitary, Bielski skrzypce. Pamiętasz to bo my chcieliśmy wódkę a Ty czerwone wytrawne. Pamiętasz bo… bo to był kwiecień. Ludzie i tak dawali kasę za te kolędy. Byłaś taka radosna. Przez chwilę w tramwaju udawałaś, że nas nie znasz. Ale tak pięknie się uśmiechałaś… zalotnie. Czasami myślałem, że mnie chciałaś.. Ale wyszłaś za mąż trzy lata później… Masz dwoje dzieci, tak?.. Mąż wyjechał do Norwegii. I tyle. Tydzień temu widziałem ciebie tutaj. Smutne, podpuchnięte oczy. Rozwiedziona. Ech Jolka. A tak się kochaliście… Cudnie się na was patrzyło… A tak mi się podobałaś. Teraz… hmmm. Przykro mi Jolku. Hej Magda ! Byłaś z nas najmądrzejsza.. zawsze stateczna i rozsądna. Gdyby nie ty, pewnie byśmy z Kowalem, rzucili się na tych żołnierzy przy sklepie nocnym na Pietrynie. Zawisłaś na mnie jak kotwica. Przywarłaś z tak niesamowitą siłą, że nie mogłem nic zrobić. A przecież nie mógłbym się skrzywdzić. Wisiałaś tak chyba z piętnaście minut. Szeptałaś mi do ucha jakieś słowa ukojenia. Czekałaś aż się uspokoję… Gładziłaś po głowie swoimi małymi łapkami i całowałaś policzki. Tobie też zależało. Zobaczyłem cię niedawno. Nie wiem czy tu czy w innej beznadziei. Słyszałem, że Filip jest poszukiwany… że kradnie… że musi grać. Byłaś tak bardzo zmęczona. Dzisiaj nie stanęłabyś między mną a tamtymi żołnierzami. Dzisiaj Ci już nie zależy, prawda Madziu?.. Choć nadal jesteś piękna, to nie miałabyś siły wspiąć się na palce by cokolwiek szepnąć do mojego ucha. I przykryj czymś te siwe włosy Głupia…
Co się z wami dzieje?... Co się z wami porobiło?...
Zróbcie coś, proszę…


19.02.2011
Witaj Daleka…
Kiedy pierwszy raz spojrzałem i zobaczyłem twoje uśmiechnięte usta, pomyślałem, że ich dotyk na moim policzku sprawi mi radość… Kiedy pierwszy raz spojrzałaś na mnie ze zdjęcia, poczułem pewną lekkość poprzeplataną niepewnością i zażenowaniem... zakłopotaniem pięknem i mądrością… Kiedy po raz pierwszy usłyszałem Twój głos, którym szeptałaś eteryczne słowa do mojego ucha, poczułem, że może jednak jest dla mnie jeszcze jakaś szansa… że jesteś jedyną w gąszczu ludzi, która potrafi mnie dostrzec.. poczuć mnie i zrozumieć. Której słowo i dotyk będą dla mnie ukojeniem. Dzięki której ból przestanie być aż tak nieznośny. Której i ja będę mógł się zwyczajnie oddać. Bez żadnych warunków… i mentalnych intercyz. Stałaś się porannym dreszczem i ciepłem zimowego wieczoru.
Kiedy pierwszy raz pomyślałem, że może być MY, przestraszyłem się. Bo nigdy nie miałem żadnego MY i jego wyobrażenie stało się marzeniem. Nieznośnym, powracającym marzeniem. Marzeniem bez uśmiechu i dobra. Marzeniem niemożliwym… Bo jesteś Daleka… Nie za bardzo daleka? Mam jednak cień nadziei Ciebie. Przyjdź… i ufna zostań.

25.02.2011
Shit, shit, shit !!!!!
Jednak nie było warto!!!! Istnieje wprawdzie prawdopodobieństwo, że na swojej drodze spotykam jedynie same wredne suki, ale prawdopodobieństwo to jest stosunkowo niewielkie. Powyższe świadczy o tym, że pomimo wielu pojechanych sytuacji w moim życiu, nadal wierzę, że jednak na tej samej drodze znajdzie się ktoś, kto doceni. Kto doceni do jakich wielkich poświęceń jestem zdolny i że jeśli poświęcenia te przyjmie to bierze za mnie część odpowiedzialności. W jednej z kultur dalekiego wschodu istniał przesąd, który mówił, że jeśli uratowałeś komuś życie to za to istnienie, kurwa, odpowiadasz. Istnieje również prawdopodobieństwo, że to wszystko, ja pierdolę, moja wina...że zwyczajnie jestem typem wiktymistycznym i przyciągam najgorszy sort płci pięknej. I w to jestem w stanie uwierzyć. I jest to pokłon w kierunku kobiet. Przecież musi być chociaż jedna, która doceni. Doceni to jaki jestem naprawdę. To, że, jak śpiewa jakaś polska piosenkarka, nawet -zejdę ze swej drogi byle być z Tobą-. A może znalazłem ale mam jeszcze tzw nieuzasadnione wątpliwości?... Pieprzyć to wszystko. Już napisałem -przyjdź i ufna zostań-... Albo mnie zabierz stąd. Pójdę grzecznie za Tobą. Nawet się, kurwa, nie obejrzę. Bo nie mam nawet za czym i na co...Przecież i tak za sobą zostawię jedno wielkie NIC. Wrócę do tego...

Cocorico

Pojec haliśmy do Cocorico… tuż obok Fary. Zimno było jak jasna cholera, dygotałaś jeszcze wtedy, gdy w środku byliśmy chyba już z pół godziny. Śmiesznie było. Zabawnie też było. Czasami myślałem, że pewnie staniesz się moim kolejnym niespełnieniem. Ale gdy opowiadałaś o sobie pomyślałem, że to tak naprawdę nie ma już żadnego znaczenia. To znaczy ma, ale rozwinięcie musi być już tylko dobre. Bez względu na to jakie będzie. Gdyż poznanie Ciebie, już w tym momencie, było dla mnie niezwykłym doświadczeniem. Wiesz. Jednym z tych, które to przywracają wiarę w ludzi. A nawet w kobiety (..:-))..). Gadałaś i gadałaś. Było Ci trudno przerwać. Ale… w pewnym momencie pomyślałem, że to gadanie jest niezwykle przyjemne. Nie no… Pewnie, że Ciebie słuchałem i rozumiałem Twoje słowa. Dobrze wiesz, jak dobrze je rozumiałem. Gadałaś i gadałaś. Zacząłem się uśmiechać do tego gadania i poczułem, że przy tym gadaniu robię się spokojny. Że uspokajam się przy Tobie. I wtedy Kocie powiedziałaś, że przy mnie odpoczywasz. Pewnie nie zauważyłaś, że wtedy spojrzałem na Ciebie bardzo, bardzo uważnie. Uważnością wtedy nieskrępowaną… Chociaż potem powiedziałaś, że mam ładną mimikę… Nie wiem co to znaczy… No… W tle leciał jakiś jazz.. ale za cicho, więc poprosiłem czarną kelnerkę aby nieco podgłosiła… Nie zauważyłem czy spełniła moją prośbę bo słuchałem Ciebie i gapiłem się na Ciebie. Zamówiłaś herbatę i czerwone wytrawne… jak to Ty.. ja herbatę.. jak to ja… No i nasza czarna kelnerka przyniosła te herbaty. Tyle, że w dzbankach nie było wody..:-). Przez moment byłem nieco skonfundowany. W końcu to ja przyprowadziłem Cię do tej kawiarenki… Po chwili jednak było już ok. Nasza czarna kelnerka, rozumiejąca chyba co drugie słowo po polsku, nieco zakłopotana (niestety nie było widać czy się spłoniła) naprawiła swój błąd a ja… No ja się gapiłem na Ciebie. I właściwie nie chciałem nic więcej. Gapić się tylko chciałem… I słuchać jak gadasz Kocie… Gadaj Kocie… Chcę patrzeć na Twoje gadanie...

Erotyka
Gdy usłyszał dzwonek do drzwi, wiedział, co zaraz nastąpi. Odkąd pocałował ją w tamtym pokoju, czekał nieustannie na ten moment. Każda jego myśl koncentrowała się na pisaniu coraz to nowych scenariuszy tego spotkania. Czekał na to od wielu dni, podniecając się wszystkimi wyobrażeniami i marzeniami… Zerwał się z kanapy i prawie biegiem ruszył do wejścia. Mimo że wiedział, kto w nim stanie, odczuł zdziwienie na widok Kaliny. Dał się zaskoczyć jej spojrzeniu. To, co w nim zobaczył, przyprawiło go o tak bardzo charakterystyczny dreszcz niezwykłej emocji przeszywającej całe ciało. Mimowolnie zacisnął zęby… Mięśnie jego twarzy drgnęły. Kalina weszła do przedpokoju, a drzwi za jej plecami lekko zatrzasnęły się. Patrzyli w swoje oczy nieprzerwanie aż do momentu, gdy objęła jego szyje ramionami, a swoje usta przycisnęła do jego warg. Wtedy już nie spoglądali na siebie… Bartek pochłonięty erotyczną magią, nie dostrzegł nawet, jak jest ubrana. Całym sobą chłonął cudny zapach, który go otoczył oraz wspaniały smak całującej go dziewczyny. Jego ciało wstrząsało dygotanie wzmagające się, gdy ich języki splatały się ze sobą. Czasami spoglądał jakby ukradkiem w jej zamknięte oczy i nie mógł uwierzyć, że to się dzieje, a działo się coś niewyobrażalnego. Coś, czego nie przewidział nawet w najbardziej śmiałych marzeniach. Sądził, że gdy przyjdzie, usiądą na kanapie… on zrobi kawę… będą rozmawiali… może potem odważy się ją przytulić… pocałować… Tymczasem Kalina nie czekała na nic. Nieustannie całując, popychała Bartka w stronę pokoju. Jej dłonie już go nie obejmowały… Jedna rozpinała koszulę, a druga masowała jego … hmm. Całe ciało mężczyzny przeszedł dreszcz pożądania. Chciał coś zrobić, ale nie pozwoliła mu na nic. Zdecydowanie pchnęła go na kanapę i uklęknęła między jego udami. Spod przymrużonych powiek obserwował, jak rozpina jego spodnie i wyjmuje z nich nabrzmiałego członka. W chwili, gdy objęła go ustami poczuł… zobaczył, że wszystko wokół nagle zawirowało… że zmieniło kolor na jasno czerwony. Nawet biały dotąd sufit stał się różowy. Co chwilę jednak Bartek wracał wzrokiem do Kaliny, a widok jej języka przesuwającego się wzdłuż jego męskości, wydawał się nierealny. Nie mógł wierzyć własnym zmysłom. Czuł się wspaniale. To było jak prawdziwe szczęście… To było prawdziwe szczęście. To się działo i to bardzo długo…
W chwili, gdy myślał, że eksploduje, Kalina przestała go dotykać. Stanęła nad nim patrząc mu prosto w oczy i zaczęła rozpinać sukienkę. Po chwili ujrzał ją w delikatnej granatowej bieliźnie której szybko się pozbyła. Była zupełnie naga. Nie mógł oderwać wzroku od jej dużych piersi. Jej gładka skóra wydała się delikatnie oliwkowa, jednak nie wiedział, czy taka jest naprawdę. Przez chwilę pomyślał, że może to zasługa jego zamroczonej świadomości. Spojrzał po chwili na jej nogi. Jego wzrok powędrował od kolan, przez uda aż do niewielkiego trójkąta czarnych, bardzo krótkich włosów. Ponownie spojrzał w jej oczy. Zdziwił się nie widząc w nich żadnego wstydu… żadnego zażenowania. Jej źrenice były mocno rozszerzone… Patrzyła na niego jakby chciwie… Jakby chciała go wchłonąć wzrokiem. Czuł jej narastające pożądanie… I tym razem nie patrzyli na siebie długo. Kalina nachyliła się nad nim i zdjęła jego spodnie. Uczyniła to niemal agresywnie. Teraz i on był zupełnie nagi. Znowu uklęknęła przed nim, wsuwając członka w usta, by zaraz przestać… Jego ciało ani na moment nie przestawało pulsować… Kalina po chwili wstała, ale tym razem nakazała mu wzrokiem, aby się przesunął. Położyła się obok niego i wyszeptała: „Chodź do mnie…”. Nie spuszczał z niej wzroku. Wstał z łóżka i podszedł do niej. Leżała na plecach z szeroko rozchylonymi udami. Jej ramiona, w zaproszeniu, wyciągnięte były w jego stronę. Położył się na niej, a gdy ciało dotknęło jej piersi i brzucha usłyszał ciche westchnienie. Miała już zamknięte oczy. Czekała… Wszedł w nią bardzo mocno. W tym jednym momencie ich oczy ponownie się spotkały, by zaraz odpłynąć w otchłań rozkoszy. Poczuł na żebrach mocny uścisk jej ud, a na plecach jej stopy przyciągające go z coraz większą siłą. Poruszał się niezbyt szybko… Jedną ręką trzymał mocno jej ramię, drugą dłoń wsunął w jej włosy i zacisnął. Teraz już oboje poruszali się w jednolitym rytmie zaspokojenia. Patrzył na nią… Na jej zamknięte oczy… na lekko rozchylone usta wydające ciche westchnienia. Ich oddechy stawały się coraz szybsze, a ruchy coraz mocniejsze, coraz bardziej agresywne. To, co zaczynało się dziać przestawało być delikatnym aktem miłosnym. Powoli, ale nieustannie Bartkowi zaczynało przypominać jakąś dziwną walkę… jakby o przetrwanie. Nigdy wcześniej tak się nie czuł… Nigdy nikogo nie kochał w ten sposób. Czuł się trochę dziwnie, ale wiedział, że to cudowne uczucie. Uczucie spełnienia. Kalina nie przypominała już drobnej i delikatnej dziewczyny, którą poznał. Była jak zwierzę, miotające się w jakimś ekstatycznym uniesieniu. Bartek na ramieniu i plecach poczuł wbijające się paznokcie. To spowodowało, że zaczął kochać ją jeszcze mocniej… Im mocniej w nią wchodził, tym mocniejszy stawał się uścisk jej ud i ramion. Miał wrażenie, że paznokcie przebiją zaraz skórę jego pleców. Niespodziewanie jednak ból ten sprawił mu rozkosz. Czuł, że nadchodzi tak długo oczekiwane spełnienie. Ich ciałami niemal jednocześnie wstrząsnął paroksyzm orgazmu. Bartek zastygł na chwilę słysząc jej krzyk. Patrzył na nią niepewnie, ale zaraz się uspokoił. Wiedział już, że wszystko jest dobrze… że jest im dobrze. Powietrze wdychali łapczywie, czekając na uspokojenie ich rozdygotanych serc… Znowu patrzyli sobie w oczy.

08.03.2011
Wy...

Nie raz pisałem, że kobiety to ta część Ludzkości, której trzeba się strzec ze szczególną uwagą… Zawsze trzeba mieć oczy wokół głowy i pilnie rozglądać w odruchu obronnym wyprzedzającym ewentualny nagły atak skorpionicy… czy smoczycy…:-) Kurcze! Nawet wśród komarów jedyną kąsającą płcią są samice!!!! Hmmm… Najpierw Ewa. Ta z raju. Jeszcze Pandora. To ta od puszki… Helena! To ta od Troi… Lukrecja Borgia!!! Katarzyna II… Matka Aleksandra Wielkiego. Liwia! Messalina!! Marie Becker!! Moja była żona!!!!!!!

Ale…

Cz y zna ktoś Mężczyznę, który miałby czelność tak się nazwać gdyby nie Wy? Czy pojęcie Mężczyzna nie jest relacją z NIĄ? To przecież Wy sprawiacie, że wiosna jest Wiosną. Że piękno jest pięknością i uwielbieniem. Że to niesamowite drżenie, które odczuwam na Twój widok Cudna, jest tak magiczne. To dzięki Wam kwiaty są dla nas prawdziwie kolorowe a świat staje się lepszy. To Wy sprawiacie, że poeci są Poetami. Że uśmiech nie jest grymasem zgorzkniałej twarzy. Wy jesteście tęsknotą i czułością szeptu. Tego, który tuż przy uchu słysząc, zastygam w oczekiwaniu spełnienia. Wy drogie Panie szczęście czynicie… ten szczególny stan zadowolenia, który żaden narkotyk nie wytworzy. To Wy jesteście odurzeniem myśli i duszy mojej. Zaprzeczeniem zła i wojny. Spokojem ciszy i milczenia. To Twoje słowa sprawiają, że spokój zaczyna mnie oblekać i z tęsknoty nadzieją spoglądam w jutro. To Wy drogie Panie dajecie nam siłę do walki, do niewalki i do marszu. To Wy dajecie nam moc by się zatrzymać . To Wy jesteście naszym oddechem kolejnym. Ukojeniem bólu i cierpienia. To z Wami jedynie każdy widok cudnym się staje… Ekstatycznym spełnieniem Miłości jesteście…

Dzisiaj Wasz dzień….

Życzę Wam wszystkiego co dobre, słodkie i ciekawe.

Życzę Wam Miłości…


Wiosna...
...... Czasami w chwilach, w których niczego dobrego się nie spodziewasz, spotyka Cię coś, dzięki czemu świat nagle znowu staje się ciekawy i kolorowy, gdzie ludzie mają jednak jakieś pozytywne cechy charakteru a Ty uśmiechasz się do ekranu swojego komputera i nie wiesz jak to nazwać. Chociaż właściwie wiesz, ale nie chcesz tego nazywać, gdyż nazwane, nie będzie już takie magiczne. Wprawdzie nie wiesz, czy będzie mniej magiczne, ale ponieważ boisz się tego, to pozostawiasz to nienazwanym. Chcesz aby trwało i aby aura jaka zaczęła się roztaczać nigdy nie przeminęła. Naturalnie wiesz, że przeminąć musi, ale teraz, w tej chwili nie ma to żadnego znaczenia, gdyż znowu czujesz. Czujesz siłę, czujesz energię, czujesz radość… czujesz, że chcesz aby jakakolwiek przemiana, następowała już tylko ku początkowi tęczy. Stajesz się!… Sprzątasz mieszkanie, zjadasz jednoosobowy obiad, wrzuciłeś do pralki ciuchy, patrzysz na brudne szyby… Trochę się dziwisz, że jednak to co jest za nimi, nie jest już takie szare i banalne. Bo ta magia powoduje, że banalne nie jest już szare. Dostrzegać nawet zaczynasz kolor śniegu i cieszysz się, że za parę dni fraktale płatów stopnieją i wyrośnie świeża pachnąca, zielona trwa. Ta sama, na którą nigdy nie zwracałeś uwagi. Odrywasz swe myśli od wyobrażenia soczystego trawnika, znowu spoglądasz na szyby… Może by je umyć?.. Jasne. Za parę dni, gdy tylko będzie cieplej nieco. Ale już doczekać się tego nie możesz… By lepiej widzieć. By może jednak zacząć dostrzegać. Znowu się uśmiechasz, wyłączasz telewizor bo znowu pieprzą o polityce a przecież teraz to naprawdę masz gdzieś… Ciepło. Stało się ciepło. I nie dlatego, że parzysz sobie usta chyba już piątą dzisiaj kawą z cynamonem. Jest Ci ciepło gdyż Twoja krew znowu jakby nieco szybciej zaczęła krążyć w Tobie. Sam stajesz się jej w Tobie krążeniem. Jest ciepło, gdyż nie ma chłodu. Gdyż nie ma chłodu milczenia i obojętności… I siadasz na kanapie, lewą dłonią przesuwasz po poduszce i chłoniesz ten niesamowity zapach bycia. Bo chyba znowu jesteś. Wstajesz, idziesz się ubrać i nagle w lustrze dostrzegasz swoją twarz. Ale to nie jest Twoja twarz. Nie może być. Przecież ten facet w odbiciu jest spokojny. Shit! Ten facet się uśmiecha. Jego wzrok nie jest opuszczony a mina jego nie jest smutna. A jednak to Ty… Bo… Bo wiosna przyjechała…

Update 31.03.2011

Cóż...
Wiele lat mojego życia oraz naturalnie zawód, który wykonywałem, przekonały mnie, że coś takiego jak sprawiedliwość nie istnieje. Niektórzy uważali nawet, że jest tylko miłosierdzie (albo Marek Aureliusz, albo Simone Weila, albo mój ukochany Leszek Kołakowski.. wiem, wiem... rozbieżność dość znaczna ). Tymczasem dzisiejszy dzień, po raz pierwszy w moim życiu, dał mi wiarę, że jednak może się myliłem. Wystarczyło pięć minut, które mnie przekonały, że cały strach, jaki żywiłem przez ostatnie miesiące był niepotrzebny.
Pięć minut, w których Pani Sędzia Sądu Okręgowego, załatwiła jeden z moich lęków mówiąc do pewnej złej osoby-spadaj-... Naturalnie nie użyła tych słów. Były umorzenie, oddalenie... i jeszcze parę innych.
Dzisiaj po raz pierwszy od 30.07.2009 uśmiechnąłem się szczerze...
Ludziom uczciwym, którzy mi pomogli składam pokłony podziękowania....


Polityk a...
Cóż...
Twierdzenie jakoby polityka spędzała sens z moich powiek jest raczej nieprawdziwe...
Właściwie mam to w dupie..
Ale...
Jako zdecydowany miłośnik zdrowego rozsądku...
Uważam, że....
Jeśli w choć drobnym stopniu jesteś zwolenniczką PIS...
To nie pisz do mnie bo bardzo się pokłócimy...
Jeśli słuchasz Radia Maryja w innym celu niż poznawczy...
To nie pisz do mnie bo bardzo się pokłócimy...
Jeśli uważasz, że Powstanie Warszawskie było wspaniałym zrywem narodowym...
To nie pisz do mnie bo bardzo się pokłócimy...
Jeśli negujesz patriotyzm Generała Jaruzelskiego...
To nie pisz do mnie bo bardzo się pokłócimy...
Jeśli sądzisz, że koty nie są dobrym ćwiczebnym celem ruchomym dla snajpera...
To nie pisz do mnie bo bardzo się pokłócimy...
Jeśli nie cenisz kultury rosyjskiej...
To nie pisz do mnie bo bardzo się pokłócimy...
Jeśli uważasz, że w Afganistanie i w Rosji powinna panować tzw. demokracja...
To nie pisz do mnie bo bardzo się pokłócimy...
Jeśli choć trochę cenisz Kaczyńskiego, Fotygę i innych myślących inaczej...
To nie pisz do mnie bo bardzo się pokłócimy...
Jeśli jesteś homofobką...
To nie pisz do mnie bo bardzo się pokłócimy...
Jeśli jesteś rasistką...
To nie pisz do mnie bo bardzo się pokłócimy...
Jeśli jesteś antysemitką...
To nie pisz do mnie bo bardzo się pokłócimy...

Sztuka!!!!
T rier
W 23. numerze Polityki ukazał się wywiad z moim ulubionym twórcą filmowym Larsem von Trierem... Przeczytałem z tym większym zainteresowaniem, że podczas ostatniego festiwalu w Cannes, gdzie wyświetlano jego Melancholię za pewną wypowiedź, uznano Larsa persona non grata...
Muszę napisać kilka fragmentów tegoż wywiadu...
Bo dzięki niemu zrozumiałem dlaczego kino tego człowieka jest dla mnie tak cudne...

-Moja depresja zrodziła się z lęku. Trwoga nie do opanowania, w postaci czystej, jest chyba najgorszym stopniem cierpienia, jakiego nie potrafię znieść. Obezwładnia, paraliżuje, niszczy, nie pozwala nic zrobić. Z drugiej strony stanowi swego rodzaju błogosławieństwo. Leżysz w łóżku, płaczesz i starasz się nie poddawać. Melancholia tym różni się od depresji, że ten strach czyni znośniejszym...

- Melancholia zawiera w sobie smutek, zwątpienie z powodu oddalenia od Boga, o czym pisał Kierkegaard. Niepewność, przygnębienie. Szaleństwo. Jednocześnie melancholia należy do języka poetów, można ją poczuć przeżywając sztukę (...) Dla mnie to coś w rodzaju czarnej witaminy, nieszczęśliwego stanu zakochania. Gorzka słodycz. Mogę jej użyć do tworzenia albo ucieczki od rzeczywistości..

Kiedyś napisałem...
- są takie dni w których zupełnie pękasz i w paroksyzmie płaczu zatapiasz się w otaczającym cię przerażeniu...
Pewnie bym się dogadał z Trierem...

Zainteresowanym polecam cały wywiad...

18.07.2011...
Ost atnio zaniedbałem swój profil...
To chyba znaczy, że jestem do niczego...
Ale!!!
Odkryłem coś niesamowitego...
Coś przez co zaniemówiłem...
To coś to...
MANU CHAO !!!!!!!!!!!!!!!!!!
Byłem na koncercie a teraz szukam płyt. Facet jest doskonale prosty i genialny. Powinien występować w duecie z Evorą... Ale tylko czasami...


24.07.2011
Płaczę za Tobą Sted.

Update 14.02.2012
W moim profilu jest sporo tekstów skierowanych do kogoś.
No nie zawsze - skierowanych...
Czasami były to słowa wspomnienia lub słowa emocje.
Taki się sobie wydaję.
Pewnie nietrafnie.
Nie mogę powiedzieć, że zawsze byłem szczery.
Nie zawsze byłem uczciwy.
Ale się, kurwa, starałem.
A dzisiaj... Nie usunę tych słów, gdyż kiedyś wydawały się ważne... Kiedyś miały znaczenie i sens.
I choć teraz patrzę na nie z przymrużeniem oka...
Jak na wynik przesadnej atencji..
Ja pierdolę... Słowo egzaltacja jest tu chyba najbardziej odpowiednie.
Czytałem dzisiaj siebie i uśmiechałem się z pobłażaniem.
Tydzień temu postanowiłem skończyć książkę. Nie mam pojęcia ile mi to zajmie. Może, gdy będę kończył, wkurwiony na coś, skasuję wszystkie pliki. Ale znowu mam siły (chyba) żeby się starać...
I tak pewnie nikt nie wyda tych pierdół...
A gdy stanie się cud i będzie inaczej...
To pewnie w nakładzie, który po wyczerpaniu, zajmie jakąś niewielką, dębową biblioteczkę...
No i chuj. Ale znowu się chce...

25.02.2012
Korytarz , po którym szedł Radek, był brudny. Zdolność postrzegania zewnętrzności była tego dnia niezwykle słaba, więc pewnie nie zwrócił na to uwagi. Przestał nawet analizować, z czego jest zbudowana. Było mu wszystko jedno, czy są to kafelki, drewno, czy inne gówno… Patrzył na nią, ale jej nie dostrzegał. Ból, który mu towarzyszył od wielu dni, nie pozwalał na dostrzeganie czegokolwiek. Koncentrował się na nim do tego stopnia, że nie zauważył nawet szklanych drzwi, w które miał za chwilę niemal wpaść. Posuwisty krok odbijał się delikatnie od odrapanych ścian korytarza. Cale otoczenie przypominało surrealistyczny klimat powieści kafkowskich, w który niegdyś tak bardzo lubił się wpędzać. Ta aura, nieco z późnych lat siedemdziesiątych, w niczym mu nie pomagała, ale też nie przeszkadzała. Tak naprawdę nie robiła na nim żadnego wrażenia, jak zresztą nic poza nim samym i… jego cierpieniem. Ściany patrzyły na niego jakby nieco pogardliwie swoim zielonym, świecącym farbą olejną, kolorem. Drzwi, do których się zbliżył, wyrosły przed nim niespodziewanie. Niemal dotknął ich nosem. Dopiero wtedy, na krótką chwilę, wyzwolił się z odrętwienia. Dostrzegł, tkwiący między palcami lewej dłoni, papieros. Przypomniał sobie dokąd idzie. Ponownie odczuł delikatny chłód zapalniczki trzymanej w drugiej dłoni.
- Chcę zapalić – nie wiedział, czy wymówił te słowa, czy tylko poczuł. Zauważył, że papieros jest nieco pognieciony i lekko wygięty. Przez ułamek sekundy pomyślał, że przypomina rosyjskiego biełomora z bajki o wilku i zającu. Ta myśl omal nie spowodowała, że Radek, po przejściu przez drzwi, nie odbił się o znajdujące się tuż za nimi następne. Zatrzymał się tuż przed nimi. Popchnął je mocno. I jeszcze raz. Potem pociągnął. Otworzyły się w jego stronę sprawiając, że poczuł się jak w trumnie. Niewielka ilość przestrzeni, w jakiej się znalazł, na chwilę wywołała lekki atak klaustrofobii. Cofnął się o krok ustępując miejsca otwierającym się drzwiom. Równocześnie, tuż za plecami, poczuł obecność tych pierwszych.
- Zmieszczę się…? – ta myśl przemknęła przez głowę Radka jak żart. Zmieścił się. Wszedł do niewielkiego pomieszczenia. Przetarta cerata leżąca na niewielkim, kwadratowym stole, sprawiała przygnębiające wrażenie. Podobnie jak drewniane ławy stojące wokół. To jednak nie ten widok sprawił, że Radek poczuł się jak w piekle. Zapach… Odór… Smród, wypalonych wcześniej w tym miejscu, milionów papierosów. Wzdrygnął się. Po chwili jednak do jego świadomości dotarło, że zna to miejsce… Tę woń. Nie chciało mu się szukać wygodnego krzesła. Usiadł tuż przy wejściu nie patrząc, czy siada na ławie, czy na czymś innym. Było mu wszystko jedno. To, czego pragnął, miało nastąpić za chwilę… wraz z pierwszym haustem dymu z zapalonego papierosa. Zaciągnął się łapczywie… agresywnie. I dopiero, gdy wypuszczał ciężką, białą smugę, zauważył, że nie jest sam. Po drugiej stronie stołu siedział k t o ś. Nie zauważył, kim był i n t r u z… Intruz w miejscu, w którym chciał być sam.
- Cześć… - wyszeptał jakby nieśmiało, nie spoglądając, do kogo mówi. Nie zwrócił również uwagi, czy padła jakaś odpowiedź. Pomieszczenie zasnuwał dym dwóch palących ludzi… jasne… ludzi…
Radek już jakiś czas temu przestał identyfikować się jako człowiek. Słowo to wywierało na nim dziwne wrażenie. Tak, jakby wstydził się go. Tak, jakby chciał, zamiast wypowiadania słów, zaryczeć… albo zaskowyczeć. Radek przechodził, trwającą już lata fascynację wilkami. Podziwiał ich wspaniały świat i prawa nim rządzące. Doceniał odwagę poddającego się samca, wystawiającego kark przeciwnikowi na znak uległości. Ale jeszcze bardziej kochał basiora, który, widząc taki gest, odstępował od jatki. Rezygnował z pewnego zwycięstwa popartego… śmiercią. Cudny, cudny świecie wilków! Radek tak często żałował, że nie jest wilkiem. A najbardziej żałował tego właśnie w tym momencie. W chwili, w której pozbawiony własnego złudzenia szczęścia towarzyszącego mu przez tyle lat, chciał być sam. Nawet tutaj, w tej pieprzonej palarni, nie mógł być sam.
- Wyjdź stąd… - tego Radek nie powiedział, pomimo rosnącego w nim nakazu wykrzyczenia tych słów. Pomyślał to… Ale k t o ś siedzący naprzeciwko Radka, nie usłyszał jego myśli. Został… I miał pozostać o wiele dłużej… Dla zguby...




  Moje zdjęcia    Kliknij na zdjęcie, aby zobaczyć powiększenie!


  Ogólne dane
Miejsce zamieszkania: Poznań (wielkopolskie)
Wiek: 49 (rok urodzenia: 1964 )
Płeć: mężczyzna
Orientacja seksualna: heteroseksualna
Wzrost: 180 - 189 cm
Kolor oczu: niebieskie
Włosy: średnie, kolor - inny
Znak zodiaku: wodnik
Związki aktualnie: nikogo nie szukam ("ale spróbuj, jeśli masz odwagę")
Nauka: ukończyłem/am studia (wykształcenie wyższe)
Palenie: nie palę
Alkohol: raczej nie piję
Stosunek do dzieci: aktualnie mam stosunek nieokreślony
  Kontakt ze mną


E-mail: radex111@o2.pl
Komunikator Tlen.pl: brak      Czym jest Tlen.pl?

* Moje zainteresowania
  • muzyka
  • film
  • książki (literatura)
  • historia
  • poezja
  • Lubię...
    Psy... zawsze i wszędzie wybaczają; pisać, czytać, pieprzyć głupoty, pieprzyć...Kelt,
    Cień...jeśli w nim jestem, grać, śpiewać, zapachy kocham gdy muskają lekko policzek koło ust.
    Amerykę... tam jazda Mustangiem z 69 r. nie przynosi ujmy...
    Św. Augustyna... to on wymyślił pojęcie inteligencja..choć miało ono inne niż obecnie znaczenie...
    swojego psychiatrę...

    Nie lubię...
    twarzy bogów i niebogów wciąż wychodzących ze ścian. Patrzą i osądzają. Demonów!
    swojego lęku, swojego strachu, swojej głupoty, swojej mądrości, swojej starości, paniki....
    śmierci nienawidzę, bólu, cierpienia, odwagi, tchórzostwa, miłości, oddania, złości, kurestwa...
    nielubienia, tęsknoty, swojego patrzenia, niewidzenia, cości, nicości, BLICHTRU !!!
    samotności.. kiedy dowiodłem już sobie, że jestem samotny, mogłem oddać się urokom męskiego smutku

    Jak wyglądam
    Nadal przystojny (nie mam pojęcia co to znaczy... to opinia zasłyszana), jeszcze spora nadwaga, ale za jakieś pół roku będę wyglądał jak facet z reklamy marlboro :-), dość męski, siwy...

    Tutaj wszyscy piszą, że są przystojni... Ciekawe. Ustalmy zatem jedno i do tego nie wracajmy... Ja rzeczywiście jestem przystojny! I niech Ci nie przeszkadza kilkudniowy zarost...:-)...

    Ten gość na zdjęciach to ja. Dwadzieścia pięć lat temu. Nie ukrywam, że zaszły w tym czasie, dość istotne zmiany w moim wyglądzie... :-)))...

    Jak z fotoplastykonu...

    Ulubione tematy rozmów
    Twoje...

    Tu napiszę co jeszcze lubię...

    - deszcz... odkąd, jako dziecko, przekonałem się, że nie da się biegać pomiędzy spadającymi kroplami deszczu, polubiłem go tak bardzo, że tęsknię za ulewą...
    - kawę… najlepiej z dodatkiem cynamonu, kardamonu, goździków i wanilii… a jeśli jest to „irlandzka” z „Pożegnania z Afryką” to jest cudnie,
    - seks… najlepiej jednak taki, po których sąsiedzi nie tylko wychodzą na papierosa, ale dzwonią z prośbą o interwencję Policji,
    - smaki lubię… z naciskiem na te śródziemnomorskie,
    - uwielbność… kto ma wiedzieć ten wie… Ty myśl,
    - rozmawiać… bo słowa bardzo lubię…,
    - kolory… niekoniecznie te zdecydowane… czasami wolę pastele… pomimo, że chętniej patrzę na Boscha niż na Moneta,
    - zapach tytoniu… choć nie palę,
    - sztukę… choć nic na jej temat nie wiem,
    - sushi,
    - herbatę zieloną… ale inne też,
    - kocham spędzać czas przy kominku… masz kominek?
    - dzielić się swoją głupotą,
    - patrzyć... choć nie zawsze widzieć,
    - widzieć...choć nie zawsze dostrzegać...
    - piękne kobiety... choć tak często ogarnia mnie smutek na ich widok,
    - mądre kobiety lubię... trochę egzotyki nikomu jeszcze nie zaszkodziło :-),

    dyplomacja - powiedzieć komuś spierdalaj w taki sposób, by poczuł podniecenie na myśl o zbliżającej się podróży... nie moje..:-(

    Duże i małe hobby
    Kurwa mać!
    Życie powinno być hobby każdego. I to takie, żeby było co wspominać bez konieczności patrzenia z dumą w lustro! Tak, żeby na samą myśl o wspomnieniach przechodziły cię ciarki po plecach. Ze strachu, że twoje dzieci się o tym dowiedzą.

    Chciałbym, żeby ktoś stał się moim wielkim hobby...chociaż... a może już jest...? Tak. Już tak..:-)


    A tak?... trochę psychologia...
    A !! No filozofia jeszcze... Ale ostatnio dość brutalnie oderwano mnie od -Zmierzchu Zachodu- Spenglera...

    A... Mam marzenia...

    1. Odwiedzić grób Jima Morrisona na Pere Lachaise. To jedyny powód, dla którego chciałbym pojechać do Paryża... (Jim... jednak otworzyłeś te pieprzone drzwi percepcji... moje czoło już zawsze będzie przed Tobą pochylone... Dziękuję Ci za The End)


    2. (to marzenie żyje ze mną od tak dawna...)
    Małe miasteczko na południu Włoch. Jakaś zabita dechami dziura tuż nad brzegiem Morza Tyrreńskiego. Tanie domy, dachy pomalowane na niebiesko... Siedzę w ogródku jakiejś maleńkiej kawiarenki, położonej tuż przy wąskiej, wybrukowanej uliczce... Pode mną rattanowe krzesło pamiętające czasy Duce... przede mną, na wiklinowym stoliku, szklanka wody z kranu, filiżanka espresso i kieliszek courvoisier... Gapię się na prawie rozebrane dziewczyny idące ulicą w stronę plaży... Może czytam jakąś książkę, może piszę jakiś wiersz... Czasami z zadowoleniem dostrzegam, że niektóre z tych dziewczyn i na mnie spoglądają... Jest ciepło i spokojnie... Powietrze, pomimo tego że jest sam środek lata, jest suche... Siedzę tak, piję tak, czytam i piszę tak... A obok mnie, na zupełnie innym krześle... (każde jest inne i inny kolor ma), siedzi moja kobieta. I jest na tyle mądra i dobra, by mi na takie siedzenie i patrzenie pozwolić. Przecież i tak jestem tylko jej...

    01.03... ktoś wczoraj spytał co dla mnie znaczy kochać...
    A dla mnie ...kochać... to jak duszę diabłu oddać tak miłości swojej ciało i rozum ofiarować trzeba... bez żadnych warunków i mentalnych intercyz... Nigdy nie kochałem za coś... Zawsze mimo wszystko. Z każdym dniem i godziną coraz mocniej. Czujesz to, gdy tęsknisz za swoją miłością już wtedy, gdy patrząc na śpiącą wiesz, że za dni kilka, na godzin niewiele, bez niej zostaniesz... Gdy kupując kwiaty biegniesz szczęśliwy do niej, by ten niesamowicie ciepły uśmiech na jej twarzy ujrzeć... Gdy śpi na Twojej ręce, a ty pomimo rosnącego bólu, nawet nie pomyślisz, aby ramie swoje zabrać... Gdy w dupie masz najważniejszy mecz sezonu i film najlepszy masz w dupie, gdy ona wyszepcze, że do lasu na spacer chce iść z Tobą... Gdy jej delikatny zapach do szaleństwa doprowadza zmysły Twoje... Gdy jesteś gotów z światem całym o nią walczyć... Gdy świadomość Twoja życia oddanie za miłość twą jest oczywista... I gdy wszystko wybaczyć potrafisz... I gdy ją przed nią samą obronić potrafisz...i chcesz. Gdy na jej widok, każdy nowy, choćby po godzinie, dreszczy dostajesz... Gdy zawsze przy niej jesteś i nigdy nie opuszczasz... Gdy umiesz pocieszyć gdy jest smutna, uspokoić gdy jest zła... Gdy kochać się z nią pragniesz godzinami... Gdy zawsze masz jej coś nowego do powiedzenia... Gdy zawsze jest piękna, cudna i mądra... No kurwa, gdy jest. (archiwum 03.2010)



    Szukam i wymagam od partnera
    Codziennie kobiety dostarczają mi dowodów na to, że manipulacja jest jedynym, skutecznym, sposobem postępowania z nimi. To smutne, ale niestety boląco prawdziwe.... Najbardziej zabawne są te, które chcą byśmy byli szczerzy (ciekawe jak zareagujecie na naszą szczerość na temat waszego wyglądu zaraz po przebudzeniu... albo gdy rzucimy zaniepokojeni - kochanie, czy gdy się poznaliśmy miałaś już tę oponę wokół brzucha...?...:-)))..).. i abyśmy pozostali sobą...(to naprawdę dobre... np. siadam przed telewizorem, oglądam ambitny film - Głębokie gardło - .. , zapalam skręta, w drugiej ręce trzymam szklankę z bourbonem, zaraz się podrapię po jajach... i na pewno nie pójdę do Golluma (teściowa) na kolację...) Ale ja nawet lubię tę Waszą hipokryzję moje cudne Panie... Jest taka...no jak to nazwać... infantylna ?... Ale to tylko Wy... Dlaczego nie można was tak po prostu kochać?... Czemu trzeba udawać obojętność albo wręcz niechęć do was?... Czemu jesteście tak beznadziejnie głupie?... Dlaczego wasz cerebrum znajduje się w centralnym miejscu clitoris?...Hę?.. Pewnie powiecie, że my myślimy fiutami...No może i tak. Ale nawet największa łechtaczka nigdy nie będzie większa od choćby najmniejszego penisa...:-))) - (kurwa... myślałem, że to moja oryginalna myśl...tymczasem przed chwilą moja przyjaciółka powiedziała mi, że już to słyszała... czyli pewnie nie ja jestem autorem...:-(((....)... Tak czy inaczej. Dowiedzcie się czego chcecie zanim zawrócicie mi dupę !
    Niemniej jednak, pewnie to bardzo interesujące doświadczenie poznać kobietę mądrą.... cokolwiek to znaczy...:-))... No właśnie... Myślałem, iż będzie to trudne... tymczasem... Jednak się stałaś i zadziałaś... ale... emocje... No i złudzenia. Chyba bardziej chciałem niż Ty zaistniałaś.. (archiwum 04.2010)



    Szukam Herminy.
    Ty :
    1. Jesteś ładna (akceptuję pojęcie piękna w rozumieniu Zenona z Elei)
    2. Jesteś młodsza ode mnie.
    3. Szczupła ...raczej.
    4. Masz wykształcenie wyższe...raczej.
    5. Zadbana.
    6. Inteligentna.
    7. Masz rodziców... gdzieś przecież musimy spędzać święta :-).
    8. Pozwalasz mi czytać i pisać.
    9. Zimą zapinasz mi płaszcz i zakładasz czapkę... wciąż o tym zapominam.
    10. Przytulasz się do mnie.
    11. Znasz wyniki ligi angielskiej... i Widzewa Łódź.
    12. Nie śmiejesz się ze mnie gdy na to nie zasłużę...
    13. Czasem gadasz ze mną całą noc...
    14. Jesteś erotycznie uległa...raczej.
    15. Szalejesz z radości, gdy przynoszę Ci kwiaty.
    16. Akceptujesz moją głupotę
    17. Nie zabijasz mnie gdy próbuję udowodnić, że wszystko wiem... gówno wiem.
    18. Nie pozwolisz abym kiedykolwiek zaczął się Ciebie bać.
    19. Masz swój styl... nigdy nie nosisz białych kozaczków.
    20. Jesteś dobra, mądra, wrażliwa.
    21. Wyciągasz mnie na spacery (tylko nie w czasie meczu Chelsea - Arsenal)...:-).
    22. Nie oczekujesz ode mnie... wiesz... nie jestem księciem.
    23. Ładnie pachniesz.
    24. Patrzysz na mnie cudnie.
    25. Nie kłamiesz... znam się na kinezyce.
    26. Nie chrapiesz... zwłaszcza kiedy śpisz... :-))).
    27. Nie jesteś spod znaku Strzelca !!!!!!!!!!!
    28. Umiesz piec ciasta.
    29. Jesteś dziewicą (to żarcik taki)...
    30. Wyciągasz mnie do teatru, kina i na wystawy.
    31. Często pozwalasz mi robić coś beztroskiego i nieważnego...

    32. Jesteś miła i ciepła...
    33. Nie winisz nikogo za swoje niepowodzenia... bo będę następny.
    34. Nie przeszkadza Ci, że nie wyznaję żadnej wiary... mam uraz. W tym kraju zbyt wielu ludzi wdrapuje się na wysoki krzyż tylko po to, żeby było ich lepiej widać z większej odległości, nawet jeśli w tym celu trzeba zrzucić i podeptać tego, który znajduje się tam ot tak dawna...
    35. Nigdy mnie nie zdradzisz (razem ustalimy co to znaczy).
    36. Nie jesteś przesadnie zazdrosna... zazdrość fizyczna to skutek wyobraźni i zarazem sąd nad sobą - przypisuje się rywalowi obrzydliwe myśli, które miało się w tych samych okolicznościach,
    37. Dbasz o mnie.
    38. Chcesz mieć jeszcze jedno dziecko ?
    39. Jesteś dla mnie czułością i spokojem szeptu.
    40. nauczysz mnie śmiać się....nie tylko uśmiechać.

    Chcę mieć komu podziękować za komety na niebie...

    A Ty... Nigdy, przenigdy nie tłumacz swojej głupoty, mądrości, piękna, brzydoty, słabości, siły, niewiedzy, wiedzy, ciepła, chłodu, wkurwień, spokoju i czego tam jeszcze... Nigdy nie tłumacz tego dualizmem kobiecej natury. Potrafię odróżniać kolory...
    I to nie jest żaden dualizm... Gdy mówicie tak o nas to nazywacie to dwulicowością...

    I ! Możesz nie rozumieć transcendencji Kanta... W ogóle nie musimy rozmawiać o imperatywach kategorycznych... Nie musisz rozumieć czym się różni nicość od cości... Ale nie szukaj we mnie głupoty. Wystarczy, że ja mam świadomość jej obecności we mnie.
    Człowiekiem bądź kobieto...
    Po prostu bądź moja...
    Kurwa. Podejdź do mnie, gdy pisanie swoje popełniał będę. Pewnie wkurwienie albo smutek toczyć będą policzki moje. Bądź naga. Obejmij. Ściśnij i do siebie przytul. Powiedz, że spokojnie jest. Powiedz, że nie jestem sam. Powiedz... kurwa wiesz co powiedzieć powinnaś... i nie odchodź.



    Wolny czas spędzam na...
    Bo ja wiem... czytam... czasami gapię się bezmyślnie ( czasami myślnie ) w telewizor... czasami coś piszę, czasami rozmawiam.. bywa że słucham.

    Takie myśli :

    Przyjaźń… Bardzo ciekawe pojęcie. Zjawisko?
    Pomyśl, czy ich masz… No przyjaciół...Czy masz ich na pewno.
    Wyobraź sobie taką sytuację : popełniasz samobójstwo. Nie dlatego, że masz wszystkiego dosyć i chcesz przestać odczuwać jakiś niesamowity ból. Nie. Robisz to po to, aby przyjaciołom spłatać figla. A może, wkurzona na nich, chcesz tym aktem ich ukarać ! I pomyśl… (wizualizacja!!! nie jakieś tam myślenie)… Przecież niektórzy byliby jedynie zdumieni. Niektórzy płakali by parę dni.. Ale nikt nie poczuł by się ukarany! NIKT! Każdy to ma. Przyjaźń to tylko deklaratywne pojęcie… idea. Jak dobroć człowiecza. Nie ma zatem sensu zabijać się dla ukarania kogoś… Nie masz przyjaciół, nie mam przyjaciół, on, ona, ono nie mają przyjaciół!...
    A chuj ! A nawet gdybyśmy ich mięli…
    To co zyskujemy łykając jakieś tabsy?
    Nic… Byłoby inaczej, gdybyśmy po samobójstwie, mogli popatrzeć na twarze przyjaciół. Wtedy byśmy wiedzieli, ale… Ziemia jest zbyt czarna, urna nieprzenikniona, drewno trumny zbyt grube, całun nieprzezroczysty… Oczami duszy tak ! Jeśli jest dusza i jeśli ma ona oczy ! To tak ! No ale, kurwa, nie ma pewności , że dusza jest! W przeciwnym razie człowieka można by brać na serio… Bo co, jeśli nie moja śmierć, przekona tych skurwysynów do racji, szczerości i powagi trosk ?
    No to jak?...Mamy przyjaciół?...
    Czy tylko czasami (jakichś prześmiesznych śmiesznością tragiczną commedia dell’arte) wspólników…

    [skrót] -
    Andrzej wszedł raczej niepewnym krokiem w korytarz na pierwszym piętrze komendy. Szedł ostatni, ale wiedział, że ludzie przed nim rzucili na glebę zatrzymanego. Nie zdziwił go więc widok gówniarza leżącego na podłodze. Skuty kajdankami leżał na brzuchu. Mamrotał coś o zbyt mocno zaciśniętych bransoletkach
    - Stul ryj skurwielu - rzucił ktoś z pokoju obok.
    Andrzej przeszedł nad zatrzymanym i nieprzypadkowo zahaczył go lewym butem o głowę. Zatrzymał się za nim. Wyjął broń, przykucnął, przyłożył lufę do głowy gwałciciela
    - Myślisz chwaście, że teraz jest ci źle?- spytał ale nie oczekiwał odpowiedzi - poczekaj aż cię zawiozą na Młyńską - twoi nowi towarzysze kochają zboczeńców -
    Stał jeszcze chwilę - Może nie jestem Zajcewem... ale kurwa z pół metra chyba trafię... - Gdyby nie koledzy z pokoju obok. Gdyby nie konieczność wyczyszczenia broni (zaśmiał się w duchu do tej myśli.. - a co... z brudnej nie można nikogo rozpieprzyć?...albo siebie?...) ... a jakie to kurwa ma teraz znaczenie????... Patrzył w dól czasami zmieniając pozycję głowy...
    - Ty śmieciu...ona ma dziesięć lat!...- ostatkiem sił powstrzymał się od przeładowania broni. Wstał. Kopnął śmiecia w prawe ramie... Do swojego pokoju miał może z pięć metrów. Splunął. Ślina trafiła w podłogę pięć centymetrów od nosa śmiecia. Andrzej odwrócił się i poszedł do pokoju...
    Usiadł przy biurku, wyjął białą bawełnianą szmatkę, rozłożył broń, zaczął czyścić.. powoli, dokładnie. Dokładnie i z namaszczeniem... Wiedział czego chce.
    Patrzył przez chwilę na wszystkie części glocka... Na niewielkiej bawełnianej szmatce broń nie wydawała się groźna. Powoli...z pietyzmem..i należnym szacunkiem zaczął składać... Rozmyślał jeszcze chwilę, czy wystarczająco dobrze wyczyścił lufę...Nie...chyba ok...Zamarł jednak na chwilę. Skupił się jeszcze mocniej. Przyłożył lufę do oka...Skierował ją na żarówkę zwisająca spod sufitu... Opary papierosowego dymu nieco przeszkadzały w oględzinach... Ale nic... Wszystko dobrze. Była idealnie czysta. Potem sprężyna... zamek. Wszystko znalazło się na swoim miejscu szybko i sprawnie. Jak zawsze... Ale teraz nie było zawsze. Jeszcze na chwilę Andrzej położył czystą i złożoną broń na biurku... Patrzył na nią niemal z uwielbieniem. Ileż razy ochroniła jego dupę... Ileż razy obroniła... a chuj - pomyślał. On jak to on...Sprawnym szybkim ruchem włożył magazynek. Odciągnął zamek do tyłu...Nie wiedział co czuje... Puścił... Niemal poczuł jak zabierany z magazynka nabój parabellum wślizguje się do komory nabojowej. Wiedział już, że tam jest...Andrzej wiedział. Chciał... Prawa dłoń trzymająca pistolet niemal parzyła... I wtedy...wtedy, gdy poczuł delikatny dotyk łzy spływającej po prawym policzku... wtedy przyłożył broń do skroni... Uśmiechnął się...spojrzał przez okno... Spojrzał do góry. I gdy zawiedziony dojrzał brudny sufit zamiast nieba...a może właśnie dlatego, że nie było tam nieba - kurwa! tam powinno być niebo! - nie było nieba... Patrząc w brudny sufit Andrzej nacisnął spust...

    Jeszcze coś...
    Posłuchaj. Często słyszy się, że samobójstwo jest sposobem na przerwanie jakiegoś niesamowitego bólu. Kurwa! Sam kiedyś wielokrotnie cytowałem Hessego - tęsknię za cierpieniem tak ogromnym, że uczyni mnie godnym i przygotowanym do śmierci - ...(to nie był cytat in extenso). Zresztą każdy rasowy samobójca powinien przeczytać Wilka Stepowego. Narkoman też..:-)... Ale to tak jakby problem cieknącego kranu rozwiązać burząc budynek... Albo wylać zupę dlatego, że jest za mało słona ! Jak chcesz to wylej te niesmaczną zupę... Ja jednak (przynajmniej na razie) swoją posolę. Potem zobaczymy...
    I jakie przerwanie bólu???... Przecież nie odczuwanie niczego (niebycie) nie jest żadnym przerwaniem bólu! Przecież żeby nie odczuwać bólu trzeba mieć świadomość nieodczuwania bólu !!!!

    Znasz jakiegoś trupa ze świadomością nieodczuwania czegokolwiek ??

    No! To tymczasem usiądę sobie cichutko w kąciku i pomyślę. I poczekam... Wkurwienie pewnie samo przejdzie...

    Taka bajka (archiwum kwiecień 2010) :
    W smutnej dolinie błądzącej nienawiści przysiadł niewielki błękitnosrebrny ptak. Nawet nie poczuł, że obok niego... nad nim... pod nim, czai się czarna powłoka ślepej furii zniszczenia. Błękitnosrebrny ptak rozejrzał się wokół siebie i między omszałymi skałami niepewności, ujrzał spokojne i mądre oczy ukojenia... Spojrzenia ich połączyły się na chwile. Błękitnosrebrnoptak poczuł przez chwilę ulotną lekkość
    swych małych piór dobroci, ale nie przestraszył się. Wiedział, że już nic mu nie grozi. Podbiegł pewnie do leżącego niedaleko małego ziarenka cudnej nieśmiałości... wziął je w delikatny dziobek... spojrzał jeszcze raz za siebie... i zaspokojony odleciał...

    Dlaczego Bóg stworzył najpierw mężczyznę?... Przecież każdy zaczyna od zera...:-)

    A właśnie... czasami wzbijam się w powietrze... Lubię polatać nad osiedlem... popatrzeć z góry na małych ludzi zapierdalających wąskimi chodnikami chuj wie gdzie. Latam swobodnie nad dachami i drzewami...Nikt mnie przecież nie zauważy... każdy z nich jest za bardzo skupiony na czubku swojego nosa... Nawet wtedy gdy ten, zadarty do góry wydawać by się mogło chmur chce sięgnąć...Nie chce... To nadal tylko głupi nos...

    A Ty?... Na czym Ty jesteś skupiona?

    Cela 312

    Na szczęście facet obok ma odwróconą głowę do ściany więc mój strach, że zaraz wciągnie mnie w swoje płuca, jest nieco mniejszy. Zadziwiony i lekko nadal niedowierzający w to co stało się z moim ciałem, spoglądam w lewo. Na okno. I natychmiastowa ulga. Okno jest otwarte. No bo niby jak miałbym uciekać gdyby było zamknięte? Powoli zaczynam przemieszczać się płynnym ruchem w stronę upragnionej wolności. Najpierw gruba krata ze stalowych prętów. Tu nie ma żadnych kłopotów. Ale tuż za nią siatka stalowa o bardzo ciasnym splocie. Może przedzieli że mogę zamienić się w ptaka, ale nie sądzili że w dym. Hmmm.. w ptaka?... Jeden niedawno przebił się jakoś do celi. Dziwny, chyba oszalały wróbel. Z wolności do celi 312… A może coś zrobił i ptasi trybunał skazał go na 312…A może nie. Przecież pomogłem mu wydostać się stąd. Latał jak bohater pewnej książki Whartona… A może to ja tak latałem?... Nieważne. Przenikam powoli przez ostatnią przeszkodę, przez ostatnią, w duszy mi grającą harfę z drutu. I… Jest… Boże co ca ciepło… Przez chwilę wpadam w panikę.. ale nie… nie ma wiatru. Mogę unosić się dość swobodnie. Czasami niewielki podmuch przesuwa mnie na południe, ale trwam dzielnie w nienaruszonej postaci obłoku gazowego. Do ziemi mam kilka metrów. Ale najpierw muszę wylecieć poza mur okalający więzienie. Patrzę uradowany w stronę muru i wtedy… wtedy czuję przeszywający ból gdzieś na wysokości lewego ramienia. Patrzę przerażony w tamtą stronę ale nic nie widzę. Ból po chwili mija i natychmiast pojawić się ze zdwojoną siłą w żołądku.. W żołądku? No w każdym razie tam gdzie zwykle jest żołądek.. Znowu strwożony patrzę w tę stronę i znowu nic.. Spoglądam we wszystkie strony ale nic nie widzę. I wtedy moje oczy obracają się w kierunku ziemi. Patrzę z niedowierzaniem na dużą kroplę wody roztrzaskaną kilka metrów pode mną. I kilka innych na powierzchni betonowego placu… Co to jest?... Chwilę po tym, gdy zadałem w próżnię to pytanie, moje ciało rozdziera przeszywający ból w kilku miejscach naraz. Słowo przeszywający jest właściwe… Jest najbardziej właściwe ze wszystkich możliwych. Deszcz. To jego krople zamiast, jak to zwykle bywa, rozbijać się o ciało, przeszywają je na wylot wywołując paraliżujący spazm niewyobrażalnego bólu. To krople szarpią nie tylko skórę ale również wszystko co jest pod nią… Bo nie mam przecież skóry!!! Panika w jaką wpadam jest niesamowita. Patrzę zlękniony to w dół to w górę. Kolejna lawina bólu przechodzi przez mnie. Ułamkiem myśli dziękuję Bogu, że nie jest to gwałtowna ulewa… Pewnie by mnie już nie było. Do okna, z którego wyszedłem mam jakieś dwa metry. Niemożliwie długi dystans do przebycia. I całkowita niemoc. Przez chwilę pojawia się wiatr jednak nie od razu pcha mnie we właściwą stronę. Przez moment oddalam się od muru więzienia, jednak po chwili dość silny powiew rzuca mnie na ścianę. Przywieram do niej zrozpaczony, ale już wtedy z nadzieją, że jednak uda mi się wspiąć do okna. Jednak to całe pół metra! Centymetr po centymetrze wspinam się ku upragnionej tym razem niewoli. Tymczasem, ku mojemu zadowoleniu, deszcz zacina w inną niż mur, stronę. Po kilku minutach wpływam do celi 312. Tuż nad łóżkiem ponownie zamieniam się w siebie i z łoskotem walę się na materac… Ten obok budzi się i patrzy na mnie zdziwiony. Jestem cały mokry… Z rzęs nawet krople zwisają… Po chwili zasypia. Ulga. Uciekłem. Jestem wolny od deszczu, od porywów wiatru, od ciepła powietrza, od ludzi też jestem wolny. W celi 312 jestem wolny nawet od wolności…

    Imprezy, koncerty i wyjścia do klubów
    No dawno nie byłem na żadnym koncercie. To smutne bo na takie impresy chodziłem już wtedy, gdy w tym smutnym kraju zagrał Klaus Schulze. Pamiętam w Łodzi, w klubie 77, na koncercie Ossian, jeden z muzyków poprosił, aby nikt nie palił... żeby nie zostawić butelek po wódzie bo nie mają zapłaconej sprzątaczki i żeby nie wstrzykiwać bo kto to będzie sprzątał... Ludzie zareagowali chichotem (no bo pić i palić wcale nie trzeba !!!)... Jakoś się jednak wszystko udało i nie było ofiar.. Pomimo, że garnki z Olkusza zamiast perkusji to nawet dla mnie nie był rewelacyjny pomysł...
    Był jeszcze Grechuta, Demarczyk...
    Ale nie, kurwa mać, jakaś Lady GaGa... Ludzie!!! Czas się udać na pola Armagedonu !!! Koniec Świata nadchodzi! Tylko po Alehandro to nie wiem po której stronie mam stanąć z mieczem zza pasa dobytym... czy po stronie zastępów niebieskich z niebios zstępujących.. czy po demona stronie się opowiedzieć... :-)))

    Teraz tylko słucham... i tu moje gusta są nieco eklektyczne… :-)

    AC/DC, Demarczyk, Metallica, Prokofiew, Chopin, Sarah Vone, Charlie Parker, Miles Davis, Pink Floyd, Loreena McKennitt, Brell, Nirvana, The Doors, This Mortal Coil, Cocteau Twins, Dead Can Dance, Buena Vista Social Club, Wysocki, Okudżawa, Hanckock, Mangione, Nigel Kennedy, Komeda, Leonard Cohen, Jacek Kaczmarski, Louis Armstrong, Björg, Marysia Peszek, Perfect, Brygada Kryzys, Maanam, Sztywny Pal Azji, 18L, OSTR, Janerka, Sojka, Evanesense, Grechuta, Beethoven, Mahler, Obywatel GC, Dżem, John Coltrane, Kilar, Wayne Shorter, Billie Holiday, John McLaughlin, Paco DeLucia, Aldi Meola,

    Jeszcze Msza Wędrującego... powrót do lat ze zdjęć.


    - Zagubieni w dżungli miasta - moja wina
    Obojętność objęć straszna - moja wina
    Bez miłości bez czułości - moja wina
    Bez sumienia i bez drżenia - moja wina
    Bez pardonu wśród betonu - moja wina
    Na kamieniu rośnie kamień - moja wina
    Manna manna narkomanna - moja wina
    Dokąd idziesz po omacku - moja wina
    I nie słychać końca płaczu - moja wina
    Jedni cicho upadają - moja wina
    Drudzy ręce umywają - moja wina
    Coraz więcej wkoło ludzi - moja wina
    O człowieka coraz trudniej - moja wina -

    Ja pierdole... to naprawdę moja jedna wielka wina!
    Kocham Steda


    O pracy
    Mam niewielki, ale stały dochód... właściwie to mógłbym coś robić..

    Praca, praca, praca... większość ludzi wypowiada to słowo w setkach odniesień o emocjonalnym zabarwieniu... A ja... Mnie co do słuszności tzw. pracy nie przekonała nawet lektura encykliki laborem exercens JP2. Niestety ten człowiek w bieli nie jest dla mnie specjalnie poważnym autorytetem...

    No pracowałem kiedyś i zajęciu temu poświęciłem się bez reszty. Kochałem pracować... Aż mało mnie szlag nie trafił.

    - Myśli brat, że bezpieczny, skoro schronił się w las,
    Lecz go ściga nie bóg! Ściga człowiek!
    Śmigieł świst nad głowami, grad pocisków i wrzask,
    Co wyrywa źrenice spod powiek!
    Strzelców twarze pijane w drzew koronach znad luf,
    Wrzący deszcz wystrzelonych ładunków!
    To już nie polowanie, nie obława, nie łów!
    To planowe niszczenie gatunku! -

    I żadnej broni, kurwa mać!!!



    O szkole, studiach
    Gaudeamus igitur, iuvenes dum sumus!!!!
    Kogo to dzisiaj obchodzi...


    No były... raz było fajnie raz niezbyt fajnie...

    Ale bywało zajebiście... W ogóle to polazłem tam, żeby pomieszkać w akademiku.. Kiedyś dr Michalina Wisłocka na pytanie, czy w Polsce potrzebne są burdele odpowiedziała - Po co?... Przecież mamy akademiki. Cóż. Odmawiam odpowiedzi na pytanie, czy miała rację. Każdy ma swoje doświadczenia. Powiem tylko, że na studiach baaaardzo dużo się nauczyłem :-). Jeszcze jedno pamiętam - bardzo ważny był fakt posiadania legitymacji studenckiej. Nooo. To było coś. Do tramwaju, w którym jedziesz, wchodzi kanar. Pokazujesz mu ulgowy bilet. Facet patrzy na Ciebie podejrzliwie... Widzi uśmiechniętego smarkacza z włosami do łopatek, stare znoszone, połatane dżinsy, sweter zszyty z 78 kawałków innych swetrów, chińskie, brudne trampki, pacyfa średnicy grapefruita zawieszona na stalowym łańcuszku... Myśli se - mam go!... A tu nie. Długowłosy wyciąga legitymację studencką! Wszyscy podziwiają. Oklaski. Wow...

    Wcześniej była matura. To były jaja. Kiedyś opowiem...:-)

    Sport to dla mnie...
    Hmmm… Niewiele z tego pozostało… Powiększona komora serca..

    Kiedyś szermierka (szpada) i judo (dzięki temu dzisiaj, pomimo pacyfistycznego nastawienia, nie nadstawiam drugiego policzka…)
    Wiele lat temu grałem jeszcze jako rozgrywający w trzecioligowej drużynie siatkówki w pewnym niewielkim mieście w samym środku burdelu (czytaj Polski). Taki mały quiz. Niedaleko tego miasta gen. Tadeusz Kutrzeba, dowodząc armią Poznań i Armią Łódź, na początku września pamiętnego roku, stoczył niezwykle krwawą bitwę... :-)
    No, jak chyba u każdego faceta, była jeszcze przygoda z karate. U mnie to było tsunami u Murata. Pouczające doświadczenie.

    Teraz się odchudzam... mam efekty..:-)...
    W najbliższym czasie zacznę chodzić na siłownię... będę biegał... Znowu zacznę żyć.


    Ulubione filmy
    Tu powinienem popisać się znajomością duńskim popieprzonych reżyserów... jeszcze lepiej wiedzą o hiszpańskich reżyserach i scenarzystach gejach, innych kultowych pajacach sławiących pewną niebezpieczną drogę z widokiem na Los Angeles...Tych, którzy sami nie wiedzą o czym nakręcili film, a może polskich rozkazywaczy operatorom, którzy chuj wie dlaczego kolorami swoje filmy nazywają...a jak jeden sensowny się znalazł to musiał na prochach nawywijać że go do dzisiaj Jankesi po świecie ganiają...

    Ok...ale
    właś ciwie powinienem podzielić to tematycznie… ale mi się nie chce…

    Jabłka Adama, Antychryst, 1408, Obcy, Siedem, Dogma, Olbrzym,Dogville , Siedem Dusz, Hair, Władca Pierścieni, Nóż w wodzie, Dziecko Rosemary, Tajemnica Brokeback Moutain, Gorączka, Mulholland Drive, Apocalypto, Wszystko o mojej matce, Pluton, Czas Apokalipsy, Za ścianą, Troja, 300, Sin City, Przekładaniec, Doberman, Stowarzyszenie umarłych poetów, Smażone zielone pomidory, Buntownik z wyboru, Taksówkarz, Chinatown, The Doors, Solaris, Wesele, Smakosz, Mulan, Adwokat diabła, To właśnie miłość, Wielki błękit, Leon Zawodowiec, Zapach kobiety, Jeremy, Szósty zmysł, Piękny umysł, Adrenalina, Biegnij Lola biegnij, Miasto kobiet, Osiem i pół, Dzika orchidea, Miasto aniołów, Monster, Milczenie owiec, , Oczy szeroko zamknięte, Piąty element, Bliskie spotkania trzeciego stopnia, Piraci z Karaibów, Edward Nożycoręki, Czekolada, Barwy ochronne, Krzyżacy, Matrix, Pulp Fiction, Kill Bill, Od zmierzchu do świtu, Desperado, Tańczący z wilkami, Fandango, The Wall, Ciacho, Psy, Rejs, Elegia, Casablanca, Gnijąca narzeczona, Absolwent, Ghandi, Grek Zorba, Mechanik, Vanilla Sky, Nieodwracalne…



    Ulubione książki
    Taaaaa.... jeszcze czego?... Co z tego, że wymienię tu sto pięćdziesiąt tytułów książek i tyleż nazwisk ich autorów skoro i tak możesz myśleć, że lipa to wstrętna. Wystarczy wrzucić w google pojęcie turpizm (TURPIZM a nie trupizm głupie !!! Jezu !!!)...(ciekawe ile z Was to teraz zrobi) i zaraz parę fajnych nazwisk wyskoczy. Co więcej. Jeśli ciutkiem sprytu się wykażesz to załapiesz się na związek pewnego surrealistycznego hiszpańskiego malarza z wierszem pewnego, dość rozgarniętego poety z Leszna ( chyba powinno być odwrotnie ) i skumasz, że chodzi o pewne wysokie zwierze z Afryki, które jakiś pierdolony sadysta podpalić musiał... Wiedza taka rzucona w randki rzesze wpatrzonych w Ciebie ( jako w erudytę ) kobiet Ci przysporzy...
    PS. Czy ja przypadkiem nie nadużyłem słowa?
    (archiwum )

    To trochę niemądre odpowiadać na te pytania. Ale przecież ja nie jestem mądry. A sama jakoś możesz chyba sprawdzić czy w ogóle cokolwiek przeczytałem. Niedawno ktoś mi powiedział, że jeśli już nie chce mi się nic czytać to może chociaż coś napiszę. Może coś napiszę…
    Kilka tytułów :
    Wilk Stepowy, Ptasiek, Obcy, Upadek, Mistrz i Małgorzata, Paragraf 22, Zamek, Proces, Wyrok, Ameryka, Dziecko na Niebie, Kraina chichów, Sto lat samotność, Drzewo człowiecze, Pismo Święte, wszystko Stachury, Hłaski, Szymborskiej, Rilke, Zbrodnia i kara, Władca pierścieni, Hobbit, Justyna czyli nieszczęścia cnoty, Malowany ptak, Lem, Blaszany bębenek, Nieznośna lekkość bytu, Pociągi pod specjalnym nadzorem, Gra w klasy, Mały książę, Kubuś Puchatek, trochę Grochowiak, trochę Goethe, może Ryu Murakami ( właściwie to dopiero się za niego biorę), Gombrowicz, Sienkiewicz ( sam czasami jestem tym zdziwiony..:-)..), Kapuściński, Platon,



    Seks to dla mnie...
    Hmmm...
    Ogranicza mnie jedynie wola kobiety...

    I co tu właściwie napisać.... hmmm... Napiszę o niewidzialnych kwiatach...
    Kiedyś (nie pamiętam dokładnie, za każdym razem gdy to wspominam, jest to nieco inna historia... i różnie mam lat. Ale mniej więcej albo było to przed maturą albo na pierwszym roku...może na drugim) w poprzednim systemie wartości. Wraz z moim najlepszym (jedynym?) wtedy przyjacielem sprzedawaliśmy niewidzialne kwiaty. No tak. Przed Hortexem, przy Piotrkowskiej w Łodzi, postawiliśmy wiadro z wodą i zawiesiliśmy kartkę z napisem - niewidzialne kwiaty, sztuka 1 zł. - Obaj siedzieliśmy na drewnianych kuchennych stołkach... Nie zbieraliśmy na głodujących w Somalii. Zbieraliśmy na piwo. Lubie gapili się, uśmiechali, nawet milicjant z patrolu pomachał nam ręką. I... stało się ! Podeszła do nas dziewczyna. Bo ja wiem... może z 17 lat i poprosiła o cały bukiet. Już widziałem siebie w objęciach Bahusa. Mariusz uśmiechał się zabawnie i... I ona powiedziała, że zapłaci niewidzialnymi pieniędzmi (!!!!)... No przecież musieliśmy jej sprzedać... Była. Kurcze...No była... taka mała, taka zabawna, śliczna była, a jak się uśmiechała.... a jak cudnie wyglądała w tej swojej kolorowej sukience... Jeeej... No i wzięła te nasze niewidzialne kwiaty...zapłaciła tymi niewidzialnymi pieniędzmi i... i pocałowała mnie w lewy policzek. Tuż obok ust. Tylko raz... I poszła. Stałem jak debil gapiąc się jak znika. Raz się odwróciła i pomachała ręką. Miała taki ładny, ciepły uśmiech... Stałem i stałem... Nie ruszyłem nawet dupy...
    Tego dnia zdobyliśmy kasę na piwo... Byliśmy pijani poezją, zapachem dziewczyn... no i tym piwem... Ale ten pocałunek w lewy policzek tuż obok ust....
    Czasami myślę, że był to najlepszy seks w moim życiu...


    A z Tobą?... ekstatyczne spełnienie Miłości... dotyk...muśnięcie... spojrzenie..czasami walka o przetrwanie...pożar w sypialni...cudne, totalne w patrzeniu oddanie, gdy zakładam Ci na dłonie...hmmmm
    Gdy czuję lekkość niepewności... gdy przesłonięte chustką oczy Twoje nie widzą co Cię czeka... Gdy klęczysz przede mną... A uda rozchylone rozkoszy oczekują... Gdy na nic wpływu nie masz... Dłonie z tyłu spętane obrony dać przecież Ci nie mogą. A jednak szepczesz, że kochasz... Na wszystko gotowa.. I mnie w oddaniu spragniona...

    By w otuleniu obudzić się jesiennym porankiem...




    Jakie są moje związki
    Pierwszy - dziecinny. Nie wytrzymał prób. Wielu prób. Właściwie to byłem idiotą a ona głupią dziewczyną… Ale do dzisiaj jest niezwykła i atrakcyjna. Choć może powinienem to jednak nie potrafię myśleć o niej źle…
    Drugi – o niej potrafię myśleć tylko źle… może niesłusznie. W całej swojej tzw wielkości powinienem ją rozumieć bardziej. Starałem się, ale...
    Ona... nienawiść była dla niej sposobem samorealizacji. Uczucie to otaczała mistyczną aurą. Nienawidzić znaczy posiadać wielką moc, a ten kto ją dzierży ma do swojej dyspozycji wiele niezwykłych umiejętności. Rzeczy były takie jakimi ona je widziała, świat kształtowała wg swoich pragnień. Pragnienie zemsty stało się czarodziejską różdżką. Lekceważyła obiektywną rzeczywistość, zewnętrzność. A obraz który nie jest niepełny stawał się cudownie jednostronny. Był jednak emanacją jej tzw. szczerości. Nienawiść zawsze była jej cieniem... I cóż. Dzięki temu nigdy sama nie musiała stawać twarzą w twarz ze swoją ofiarą... Zawsze wtedy była już ze swoim kolejnym obrońcą...
    Nie potrafiłem do niej dotrzeć...
    Związałem się z kobietą, której bałem się od samego urodzenia...
    - na każdego czyha wymysł jego własnej wyobraźni - (H. Walpole)

    Cóż…
    Julio Cortazar w jednej ze swoich książek… pewnie w mojej ulubionej „Grze w klasy”, pisał o smutku, który ogarnia go na widok piękna. Tak zawsze się dzieje… I ze mną jest podobnie. Codziennie, gdy patrzę na Twoje zdjęcia… i gdy patrząc na nie widzę Ciebie obok mnie… gdy dotykiem mnie uspokajasz… smutek czuję niezmierzony, gdyż cudem jesteś doskonałym… Niewiele kobiet pięknem można naznaczyć. Większość tylko na takie wygląda… Niektóre piękno udają… Ty jesteś piękna. Gdy spojrzenie, nie zawsze spokojne, na mnie zawieszasz, drętwieję cały błagając w duchu duszę Twoją, by oczy nasze spojrzenia splatały… Nie zawsze patrzenie Twoje wytrzymać mogę bojąc się przenikliwości… Kulę się wtedy w sobie ze strachu, że mnie Ułomnego w końcu dostrzeżesz… A może właśnie dostrzegłaś. Jednak jesteś dobra i dobroć Twoja na tak wiele Ci pozwolić nie chce. Tak bardzo jednak bym chciał, abyś pamiętała, że żadne piękno nie jest absolutem..
    I mądrość Twoja przedziwna. Kocham z Tobą rozmawiać. Ty wiesz. Ty lubisz wiedzieć… I jesteś wtedy taka cudnie dziecinna… taka słodka. Wszystko bym wtedy chciał Ci powiedzieć… Być tylko dla Ciebie bo jako jedyna na to zasługujesz…
    Pachniesz… Pachnienie Twoje jest… no… gdy jestem tak bardzo blisko Ciebie… gdy wtulam się w Twoją szyję.… tak cudnie zapach Twój mnie muska, że czuję jakbym ciało Twoje chłonął… Przechodzi wtedy od uszu moich lekko tylko policzek dotykając, wdzierając się gwałtem w oczy by w końcu pod nimi na długo pozostać… Tak trudno wtedy od Ciebie się oderwać… I marzenie wiecznego przy Tobie pozostania miło łechcze wyobraźnię… A potem cały mój dom Tobą pachnie i zapomnieć Twojej obecności nie pozwala…
    Jesteś matką wspaniałą… Nigdy nie sądziłem, że kiedykolwiek zapragnę jeszcze dziecka. Ale teraz, gdy patrzę na Ciebie z Twoim synem myślę, że cudem byłoby być ojcem naszego dziecka… Jesteś wspaniała i czuła. I nawet jeśli czasami niecierpliwość okazujesz to i tak ciepłem emanujesz. To jest takie wzruszające. I doskonałe w swojej niewinności…
    I wiem, że kochać potrafisz i w kochaniu zatracić się umiesz…
    Zatęsknisz…
    Jak płatek jaśminu Słońca promienie umiłował, tak ja Twojego spojrzenia i dotyku pragnę co dzień. Nie ma niczego na co chciałbym widok cudnej, brązowej głębi Twojego na mnie patrzenia, zamienić… Może tylko na dotyk Twoich delikatnych dłoni wtapiających się w dłonie moje szorstkie i wielkie, gdzie opieki i bezpieczeństwa oczekiwać będą…

    The End




    Profil narusza regulamin? Kliknij, żeby to zgłosić.
    © 1999-2014 o2 wszelkie prawa zastrzeżone.
    Korzystanie z serwisu oznacza aceptację Regulaminu.
    O firmie - Reklama w o2.pl i Tlen.pl - Kontakt Randki